Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2020

„Willa pod czarnym tulipanem” - recenzja #83


Autor: Danuta Korolewicz
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania:
12 sierpnia 2019 roku
Liczba stron: 304
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 6/10









„Willa pod czarnym tulipanem” – historia mroczna niczym tytułowe tulipany czy może lekka historia? 

Główna bohaterka, Lidia, jest malarką. Po trudnym zerwaniu jeszcze nie doszła do siebie, ale może liczyć na wsparcie przyjaciół. Pewnego dnia dostaje zaproszenie od tajemniczego hrabiego Tulipanowskiego, wedle którego artystka może mieć okazję spędzić niezwykły weekend w jego willi na prywatnej wyspie. Pełna wątpliwości nie może przestać o tym myśleć, nawet w trakcie wystawy jej prac, towarzyszy jej pewien lęk. 

W końcu decyduje się na przygodę, w której okazują się jej towarzyszyć przyjaciele oraz… były, o którym chciała zapomnieć. 

Niestety nagła burza sprawia, że goście są zamknięci na wyspie oraz odcięci od świata. Nie pomaga również fakt, że gospodarz zniknął, a ich pobyt przedłużył się o tydzień i nie mają możliwości powrotu do domu.

Gdy poznają legendę o obrazie znajdującym się w willi, a później zaczyna się ona dziać na ich oczach, wszyscy goście zaczynają panikować. Czy rzeczywiście powinni się obawiać o siebie?


Poznawszy opis, można sobie wstępnie wyobrazić przebieg historii. Tylko detale sprawiają, czy pozycję czyta się przyjemnie. A jak to było z tą lekturą? 

Lidia należy do bardzo irytujących bohaterek. Muszę przyznać, że czytając jej przemyślenia, często przewracałam oczami (nierzadko pojawiały się w opisach wnioski, które czytelnik bez problemu wysnułby z kontekstu). Bardzo często nie rozumiałam podejmowanych przez nią decyzji i moim zdaniem były zbędne dla akcji powieści. 

Historia była bardzo wciągająca i mimo że od początku miałam podejrzenia, jak losy bohaterów się potoczą, to byłam ciekawa, w jaki sposób do tego dojdzie. Zdarzały się momenty zaskoczenia, a także rozczarowania, gdy coś nie działo się wedle mojego wyobrażenia (choć było to pozytywne rozczarowanie). 

Niestety główną wadą tej historii były bardzo sztywne dialogi. Każda wypowiedź brzmiała, jakby była pisana pod przymusem – często bohaterowie poprzez wypowiedź mówili, co się dzieje (tylko niestety brzmiało to nierealistycznie. To tak jakby osoba, która siedzi z nami w pokoju, nagle mówiła coś oczywistego –  np. na stole jest woda, czyli ktoś ją przyniósł). Gdyby poprawić te dialogi poprzez usunięcie takich elementów, które powinny się pokazać w opisie, myślę, że pozycję czytałoby się znacznie przyjemniej. 

Bardzo mi się podobało wprowadzenie pod koniec równoległej akcji, która działa się na lądzie. Ten wątek mógłby być jeszcze bardziej rozszerzony, bo proces śledczy był niezwykle intrygujący. Niemniej forma, w jakiej możemy czytać pozycję, była wystarczająca dla pozytywnego odbioru. 

Na pewno nie jest to pozycja wybitna. Rozważałabym ją raczej na luźny wieczór, gdy musimy się wyłączyć, a nie chcemy oglądać telewizji. Lektura nie powinna nam zająć dużo czasu, a może pozwolić na dużo pola do popisu dla wyobraźni, gdyż wspomnianych jest tam wiele obrazów. 

Pewnie nie tylko mnie może nie do końca przekonywać fakt, że „dziwnym trafem” na wyspę trafiają znajomi głównej bohaterki, podczas gdy pozostali goście w większości przypadków się nie znali. Takie dziwne zbiegi okoliczności pojawiają się w tej pozycji dość często, dlatego, jeśli ktoś jest bardzo dbały o szczegóły, to ta pozycja może w nim często wywoływać irytację. Jednak jak już wspominałam – jeśli potrzebujemy coś poczytać tylko dla wyłączenia myślenia, to ta pozycja na pewno spełni to zdanie. 

„Willa pod czarnym tulipanem” to historia, o której dużo można powiedzieć już po poznaniu samego opisu. Warto jednak zapoznać się z czymś więcej niż tylko tylna okładka, bo historia na pewno zaskoczy czymś czytelnika.

Za możliwość przeczytania pozycji serdecznie dziękuję
wydawnictwu Lucky! <3

Wiem kochani, że bardzo długo mnie nie było. Było to spowodowane moimi problemami osobistymi. Mam jednak nadzieję, że w najbliższym czasie znowu uda mi się odżyć, a w najbliższym czasie planuję z tego powodu nowe recenzje! Mam nadzieję, że przynajmniej część stałych czytelników została ze mną i że mogę na Was liczyć!

Do przeczytania!
Pozdrawiam!
Lexi D.

wtorek, 15 maja 2018

„Wszystkie dziewczyny Wertera” – recenzja #46

Autor: Jakub Łaszkiewicz

Wydawnictwo: Waspos

Data premiery: 8 marca 2018 roku

Ilość stron: 182

Kategoria: literatura młodzieżowa

Moja ocena: 6/10











sobota, 18 listopada 2017

„Kroniki Jaaru. Księga Luster” - recenzja #35

Autor: Adam Faber

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Data premiery: 

14 czerwca 2017 roku

Cykl: Kroniki Jaaru (tom 1)

Ilość stron: 456

Kategoria: fantastyka

 Moja ocena: 6/10


wtorek, 16 maja 2017

„Smocza Krew. Wybraniec”; recenzja #24

Autor: Magdalena Marków
Wydawnictwo:Pearlic
Data premiery:15 sierpnia 2016 roku
Ilość stron:500
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 6/10













Drasan jest następcą tronu Sheardon. Od dziecka uczył się walczyć, dzięki czemu nigdy nie musiał liczyć tylko na siłę swoich rycerzy. Jego zdolności przewyższały umiejętności innych. Jednak czy na pewno?
Pewnego dnia życie Drasana obróciło się o 180 stopni. Wybrał się na jedną ze swoich przejażdżek, gdy znikąd pojawili się najemnicy. Choć zdołał ich pokonać, to sił nie wystarczyło mu na tyle, by obronić się przed dowództwem złoczyńców.
Młody książę trafił do zamku Gaenora, jedynego znanego ludziom smoka. Władca był pod wpływem manipulacji Dhalii, czarodziejki o niezwykłej mocy. Kobieta chciała uzyskać władzę nad całym Linelandem, do czego potrzebowała pomocy Drasana.
Drasana czekała ciężka próba. Dowiedział się, że matka ukrywała przed nim prawdę o jego pochodzeniu. Choć wiedział, że Waya nie była jego biologiczną matką, to jak miał pogodzić się z tym, że był synem smoka? Jego druga natura już nie raz sprawiła mu wiele problemów, ciężko więc mu było pogodzić się z bolesnym ich uzasadnieniem.
W zamku Geanora, Drasan musiał przetrwać ciężkie tortury, które miały wymusić na nim przysięgę posłuszeństwa Dhalii. Jednak czy młody książę pozwoli sobą władać?

Czy Dhalia przekona do siebie Drasana?
Czy książę przetrwa tortury?
Czy ktoś ruszy na pomoc Drasanowi?
Dlaczego Waya ukrywała prawdę?
Co chce osiągnąć Dhalia?

Powieść opisuje ciekawą historię. Uważam, że motyw smoków nie został jeszcze wyczerpany w literaturze, dlatego dobrze, że w tej książce jest on jednym z ważniejszych zagadnień.
Postać Drasana notorycznie mnie irytowała. Moim zdaniem, był on rozpuszczonym dzieciakiem, nie dziwne więc, że tyle złych rzeczy wydarzyło się w jego życiu. Z drugiej strony jego postawa wobec tortur nieco mnie zaskoczyła – oczywiście pozytywnie. Będąc na jego miejscu pewnie od razu poddałabym się, bojąc się o swój dalszy los, a on nadal trwał przy swoim.
Przyznam szczerze, że rzadko sięgam po fantasy high. Po tę powieść sięgnęłam, ponieważ autorka zaintrygowała mnie, mówiąc o niej na spotkaniu autorskim. Czytając tę książkę, czułam, że jest dobrze napisana, zachowała cechy swojego podgatunku i zawiera naprawdę ciekawą treść. Spośród książek z tego podgatunku, które czytałam, ta zdecydowania ma jedną z najlepiej wykreowanych historii.
Bardzo spodobała mi się wizja jednorożców w tej powieści. Zawsze się czyta, że te stworzenia są miłe, uczynne i ogólnie pełne przesłodzonych opisów, a Magdalena Marków pokazała, że wcale takie nie muszą być. Choćby sam Ashkan – w porównaniu do znanej wszystkim wizji jednorożca, on nie boi się sięgnąć po broń i doskonale nią włada.
Książka zawiera sporo ilustracji autorstwa pisarki. Urozmaicają one treść i pozwalają czytelnikowi poznać wizję autorki dotyczącą pewnych postaci. Często mam problem z wyobrażeniem sobie bohaterów danej książki, dlatego te rysunki pomagają takim jak ja w jakikolwiek sposób zobrazować sobie historię.
Gorąco zachęcam do przeczytania tej powieści, jeżeli jesteście fanami smoków, jednorożców i wielu innych magicznych stworzeń. Miłośnicy fantasy high na pewno się nie zawiodą i z utęsknieniem będą czekać na premierę kolejnego tomu!

Za możliwość przeczytania e-booka serdecznie dziękuję autorce <3

środa, 29 marca 2017

Przypadek czy przeznaczenie? "Dziedzictwo Agwatronu" - recenzja


Autor: Paulina Koniuk
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 19 grudnia 2010 r.
Ilość stron: 252
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 6/10










Czy w życiu rzeczywiście jest miejsce na przypadek?
Życie Emmy wydawało się być normalne. Miała rodzinę, przyjaciół, marzenia. Jednak dziewczyna od zawsze czuła, że nie jest tam, gdzie być powinna.
Pewnego dnia w jej życiu pojawia się nietoperz, który na jej oczach złamał skrzydło. Współczująca piętnastolatka nie mogła być obojętna wobec krzywdy zwierzęcia i wzięła je do domu, by pomóc mu się uleczyć.
Gdy dziewczyna kładzie się do łóżka, nietoperz budzi się, by przybrać swoją właściwą postać. Stworzenie okazuje się być wampirem, który przybył z innego wymiaru na polowanie. Zasady jego świata nie pozwalają mu pożywić się Emmą, więc decyduje się wrócić do domu. Gdy otwiera portal do swojego wymiaru, nie zauważa, budzącej się dziewczyny, która podąża za nim do Agwatronu.
W nieznanej Emmie krainie, zwanej Agwatronem, dziewczyna musi zaakceptować istnienie magicznych stworzeń, jakimi są wampiry, trolle, a także mroczniejsze wcielenia syren. Gdy Emma poznaje poznaje tragedię, jaka spotkała krainę 500 lat wcześniej, nastolatka jeszcze nie wie, że wytłumaczenie zagadki związanej z przedziwną historią jest bliżej niż ktokolwiek mógł sądzić.

Jakie przygody spotkają Emmę w Agwatronie?
Co połączy dziewczynę z wampirem?
Jak magiczne stworzenia zareagują na człowieka w swojej krainie?
Jaka prawda wyjdzie na jaw?

Czytając powieść, znalazłam się innym świecie, pełnym niezwykłych, magicznych stworzeń. Powieść zaskakiwała mnie na każdej stronie oraz wielokrotnie wywołała u mnie falę śmiechu.
Moim zdaniem najciekawszą postacią jest Dymitr, wampir przez którego zaczęła się historia Emmy. Wobec dziewczyny jest on czuły, delikatny i wrażliwy, a wobec swoich przyjaciół staje się sarkastyczny i dowcipny. Swoich wrogów i stworzenia zagrażające życiu Emmy traktuje agresywnie, bezwzględnie i bez kontroli atakuje ich słownie lub fizycznie. Jego zmienne uczucia i zachowania jasno wskazywały mi, jako czytelnikowi, jaki stosunek do danego stworzenia miał Dymitr.
Główna bohaterka była dla mnie niezwykle irytująca. Pomijając jej nielogiczny sposób myślenia (z jednej strony twierdziła, że chłopcy są okropni i nie warto się do nich zbliżać, a z drugiej – jej zdaniem każda dziewczyna powinna mieć chłopaka), fakt, że nie umiała połączyć kluczowych informacji i wyciągnąć z nich odpowiednich wniosków, sprawiał, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.
Powieść swoją historią zachęca do kontynuowania czytania serii, wzbudza w czytelniku chęć poznania więcej. Młodszych czytelników na pewno zaciekawi swoją treścią, a starszym przypomni czasy, gdy sami mieli po 15 lat.
Uważam, że warto sięgnąć po tę książkę, ponieważ jest intrygująca i zabawna, a także dlatego, że takiej polskiej fantastyki jest niewiele. Może więc warto zapoznać się z powieścią, po której przeczytaniu patrzy się na każdego nietoperza, jakby za chwilę miał się przemienić w wampira?

Recenzja została napisana dla portalu szczecinczyta.pl

sobota, 11 lutego 2017

"Naznaczeni Śmiercią"

Tytuł oryginału: Carve the Mark
Autor: Veronica Roth
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 17 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 534
Kategoria: literatura młodzieżowa, science-fiction
Moja ocena: 6/10











Życie jest pełne niespodzianek. Co jednak, jeśli z góry mielibyśmy narzucony los?
Akos Kereseth pochodzi z dobrej rodziny mieszkającej na Thuvhe. Pewnego dnia żołnierze ludu Shotet atakują jego rodzinę i porywają go wraz z bratem, Eijehem. Akos, gotów dla rodziny zrobić wszystko, walczy z porywaczami, jednak jego starania nie przynoszą oczekiwanych przez niego skutków.
Cyra Noavek pochodzi z rodziny władającej ludem Shotet. Od dziecka uczy się walczyć, by być godną zajmowanej przez nią pozycji. Pewnego dnia w nieprzyjemnych okolicznościach objawia się jej dar, który sprawia, że dziewczyna nieustannie odczuwa ból, a ktoś, kto jej dotknie, przeżywa katusze.
W świecie, w którym wyrocznie przedstawiają losy wybranych, Akos ma trudne zadanie. Przeznaczono mu służbę dla rodziny Noaveków, która znana jest z brutalności i braku litości. Ze względu na jego niecodzienny dar, władca Shotet przeznacza go na służącego swojej siostry – Cyry. Akos nie ma wyboru i musi wykonać rozkazy Noaveka, gdyż tylko w ten sposób może uratować brata (będącego wschodzącą wyrocznią), którego daru władca chce użyć do złych celów.

Czy Akosowi uda się uratować brata?
Co połączy Akosa i Cyrę?
Do czego Ryzek Noavek się posunie, by nie stracić władzy?
Jaki stosunek do Noaveków ma lud Shotet?
Czy los można jednak zmienić?
Czy Ryzek i Akos unikną swojego przeznaczenia?
Dlaczego wyrocznia, matka Akosa, nie ostrzegła rodziny przed atakiem?
Do czego posunie się Akos, by uratować swoją rodzinę?

Historia w „Naznaczonych śmiercią” jest ciekawa, intrygująca i miejscami zaskakująca.
Na początku bardzo trudno było mi wdrożyć się w treść powieści z powodu ciągle zmienianej perspektywy z trzecioosobowej na pierwszoosobową. Po kilku rozdziałach przyzwyczaiłam się i mogłam już na poważnie rozpocząć przygodę z książką.
Bardzo przywiązałam się do postaci Cyry, której zmieniające się emocje, popychały ją do takich, a nie innych, czynów. Nie była to typowa żeńska postać, jaką spotyka się ostatnio w książkach, czyli taka, która bez mrugnięcia okiem podejmuje decyzję. Cyra myślała strategicznie, na każdą ewentualność miała gotowy plan ucieczki. Autorka doskonale pokazała rozterki bohaterki, która nie umiała wybrać pomiędzy lojalnością wobec brata a potrzebami ludu. Dziewczyna wiedziała, że wybór jest bardzo trudny, gdyż tak naprawdę żaden z nich nie jest dla niej bezpieczny.
W powieści nie brakowało opisów, ale nie były one zbyt obszerne, sprawiające, że czytelnik zasypia po dwóch stronach. Występujące opisy krajobrazu oraz zaistniałej sytuacji były konieczne, gdyż często dotyczyły tylko świata wymyślonego przez autorkę.
Niezwykle intrygującą postacią był Akos, który mimo czekającego go nieprzyjemnego losy, nie poddawał się, zawsze szukał pozytywów i widział w ludziach coś dobrego. Jego postawa wobec rodziny była godna podziwu – nie bał się śmierci w obronie najbliższych.
Książka swą treścią może całkowicie zaskoczyć, coś, co wydawało się być oczywiste, może być czymś zupełnie innym. Nie brakuje w niej humoru, wzruszeń, upadków i wzlotów. Polecam ją osobom, które lubią motywy przeznaczenia, buntu, nagłej przemiany a także ledwo odczuwalnego science-fiction dodającego uroku powieści. Książka zachęca również do refleksji – bo czy rzeczywiście „Nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie”? 


Recenzja została napisana dla portalu szczecinczyta.pl