Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 listopada 2019
„Śmiertelne oczyszczenie” - recenzja #82
Autor: Agata Polte
Etykiety:
10/10,
Agata Polte,
Fantastyka,
Recenzje,
Wydawnictwo Zysk i S-ka
czwartek, 29 sierpnia 2019
„Nieczyste więzy” - recenzja #77 [PRZEDPREMIEROWA]
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Między Słowami
Data premiery:
4 września 2019 roku
Liczba stron: 352
Cykl: Nieczyste Więzy (tom 1)
Kategoria: dark romance
Moja ocena: 10/10
Etykiety:
10/10,
K. N. Haner,
Polskie,
Recenzje,
Wydawnictwo Między Słowami
wtorek, 27 sierpnia 2019
„Taniec z motylami” - recenzja #76
środa, 17 lipca 2019
„Na przekór” - recenzja #73
Autor: Agata Polte
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania:
25 czerwca 2019 roku
Liczba stron: 296
Kategoria: literatura młodzieżowa
Moja ocena: 10/10
Etykiety:
10/10,
Agata Polte,
Literatura młodzieżowa,
Polskie,
Recenzje,
Wydawnictwo Zysk i S-ka
wtorek, 18 czerwca 2019
„Testament życia” - recenzja #71

Autor: Jagna Rolska
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 15 maja 2019 roku
Liczba stron: 368
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
Etykiety:
10/10,
Jagna Rolska,
Polskie,
Recenzje,
Romans/Erotyk/obyczajówka,
Wydawnictwo Lucky
niedziela, 9 czerwca 2019
„Aremil Iluzjonistów. Opowieści” - recenzja #69 [PATRONAT]
Autor: Alicja Makowska
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Internetowe E-bookowo.pl
Data premiery: 15 luty 2019 roku
Cykl: Aremil Iluzjonistów (1,5)
Liczba stron: 210
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 10/10
Etykiety:
10/10,
Alicja Makowska,
Fantastyka,
Polskie,
Recenzje
niedziela, 2 czerwca 2019
„Zastępcza miłość” - recenzja #68 [PRZEDPREMIEROWA]
Autorka: Beata Majewska
Wydawnictwo: LIRA
Data premiery:
5 czerwca 2019 roku
Liczba stron: 416
Kategoria:
literatura obyczajowa/romans
Moja ocena: 10/10
sobota, 2 marca 2019
„Playboy za sterami” – recenzja #65
Autorki: Vi Keeland, Penelope Ward
Tłumaczenie: Marta Czub
Wydawnictwo: Editio Red
Data premiery:
20 listopada 2018 roku
Liczba stron: 280
Kategoria: obyczajowa/romans/erotyk
Moja ocena: 10/10
sobota, 22 września 2018
„Płatki wspomnień” – recenzja #63
Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 30 sierpnia 2018 roku
Liczba stron: 558
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
„Był sobie szczeniak: Ellie” – recenzja #59
Autor: W. Bruce Cameron
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data premiery: 23 maja 2018 roku
Liczba stron: 224
Kategoria: literatura dla dzieci
Moja ocena: 10/10
poniedziałek, 13 sierpnia 2018
„Moja Twoja wina” – recenzja #53
Autorka: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Data premiery: 20 czerwca 2018 roku
Liczba stron: 352
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
sobota, 12 maja 2018
„Cała ja” – recenzja #45 [PRZEDPREMIEROWA]
Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: OMG Books
Data premiery: 23 maja 2018 roku
Ilość stron: 380
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
czwartek, 19 kwietnia 2018
„Baśnik” – recenzja #42
Autorka: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Data premiery: 31 stycznia 2018 roku
Liczba stron: 344
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
wtorek, 16 stycznia 2018
„Batawe” - recenzja #38 [PRZEDPREMIEROWA]
sobota, 23 grudnia 2017
„Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” - recenzja #36
Autor:
Janusz Leon Wiśniewski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery:
8 listopada 2017 roku
Ilość stron: 512
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
wtorek, 24 października 2017
„Zdążyć z miłością" - recenzja #34 [PRZEDPREMIEROWA]
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Data premiery:
25. października 2017 roku
Cykl: Konkurs na żonę (tom 3)
Ilość stron: 352
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
piątek, 1 września 2017
„Najlepszy powód, by żyć” – recenzja #31 [PRZEDPREMIEROWA]
Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: OMG Books
Data premiery: 27 września 2017 roku
Liczba stron: 400
Kategoria: literatura młodzieżowa
Moja ocena: 10/10
Jeżeli PRZEDTEM sprawia, że TERAZ ciężko jest trwać, czy znajdziesz „Najlepszy powód, by żyć”?
piątek, 21 lipca 2017
„Noc Kupały”; Recenzja #27
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 9 listopada 2016 roku
Ilość stron: 352
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 10/10
„Noc Kupały” to drugi tom pełnego magii i słowiańskich wierzeń cyklu Kwiat Paproci Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Gosia jako widząca nie ma łatwo. Coraz częściej nawiedzają ją wizje z przeszłości Mieszka, a ich głównym tematem zawsze jest Ote, jego żona sprzed tysiąca lat. Wydawałoby się, że uczucie, którym poprzedniczka Gosi była darzona przez dawnego władcę Polan było przeszłością, jednak gdy dziewczyna czuła, że ukochany często myśli o Ote, ogarniała ją zazdrość i wątpliwości w szczerość jego uczuć do niej.
Okazuje się, że zmarła żona Mieszka nie do końca jest martwa. Pełna nienawiści i chęci zemsty na byłym ukochanym, chce skrzywdzić Gosię, co dodatkowo jest napędzane przez to, że jest strzygą. Mieszko uratuje Gosię czy pozwoli dawnemu uczuciu do Ote odżyć?
Gosia wpada w coraz gorsze tarapaty. Obiecała dwóm nienawidzącym się bogom oraz Mieszkowi oddać kwiat paproci. Ze względu na nadchodzące obchody Nocy Kupały, do Bielin zjeżdżają się wyznawcy Mokosz, a wraz z nimi pojawia się dziwna ciężarna, mówiąca ciągle o napełnieniu Gosi nasieniem. Do tego dochodzi Ote ze swoją żądzą zemsty i potwory zsyłane przez bogów by wymusić na niej dotrzymanie obietnicy.
Czy Gosia ucieknie przed zemstą Ote?
Czy uczennica szeptuchy będzie mogła liczyć na swoich przyjaciół?
Co będą robić wyznawcy Mokosz przed Nocą Kupały?
Jak będą świętować Noc Kupały mieszkańcy Bielin?
Komu Gosia zdecyduje się oddać kwiat paproci?
Po przeczytaniu „Szeptuchy” nie mogłam się doczekać aż sięgnę po „Noc Kupały”. Gdy wreszcie mi się to udało, nie mogłam się od niej oderwać i aż do ostatniej strony niecierpliwie czytałam o dalszych losach Gosi, nie mogąc przewidzieć jak to się skończy.
„Szeptucha” sprawiła, że trochę bałam się przeczytać „Noc Kupały". Choć pierwszy tom był świetnie i ciekawie napisany, to miałam wrażenie, że brakowało w niej tego, co tak mnie przyciąga w stylu autorki. W drugim tomie magia, jaką wywołują w sercu książki Katarzyny Bereniki Miszczuk odżyła, sprawiła, że moje myśli wciąż krążyły wokół Gosi i Mieszka.
Przyznam, że trochę irytuje mnie Mieszko. Z jednej strony rozumiem, że jest oschły ze względu na ciężar, jakim było życie przez tysiąc lat. Jednak często zachowywał się tak, jakby miał innym za złe, że oni nie cierpią tak jak on. Gdybym miała wybrać Gosi lepszego partnera, to wybrałabym tort czekoladowy Baby Jagi. Gosia, jak go tylko zobaczyła, to od razu się rozmarzyła, więc dlaczego nie byłby to dla niej lepszy partner? Przynajmniej byłby słodki i nie niszczyłby romantyzmu...
Bardzo podoba mi się odczuwany w powieści słowiański nastrój. W szkołach niewiele nas się uczy o słowiańskich bóstwach, choć przecież były one ważne dla naszej historii. Dzięki Katarzynie Berenice Miszczuk i jej serii o Kwiecie Paproci możemy poznać wierzenia naszych przodków i wyobrazić sobie, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy wciąż wyznawali dawną wiarę.
Gorąco polecam zapoznać się z treścią „Nocy Kupały”, gdyż jest ona magiczna, pełna nagłych zwrotów akcji, a zakończenie jest zupełnie nieprzewidywalne. Powieść sprawia, że pierwsze, co się chce zrobić po jej przeczytaniu, to sięgnięcie po trzeci tom cyklu, czyli „Żercę” i kontynuowanie przygody ze słowiańskimi bóstwami!
Książkę przeczytałam teraz w ramach akcji Czytam co polskie :)
Etykiety:
10/10,
Fantastyka,
Katarzyna Berenika Miszczuk,
Polskie,
Recenzje,
Wydawnictwo W.A.B.
środa, 28 czerwca 2017
„Bilet do szczęścia”; recenzja #26 [PRZEDPREMIEROWA]
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Data premiery: 5 lipca 2017 roku
Ilość stron: 288
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena:10/10
O drugich tomach serii często się mówi, że są gorsze niż pierwsze części. Czy „Bilet do szczęścia” Beaty Majewskiej potwierdza regułę?
Sprawy między Łucją a Hugonem się pokomplikowały. Odkryta tajemnica mężczyzny sprawiła, że przyszła matka nie wie już, jak postąpić.
Termin ślubu i porodu zbliża się wielkimi krokami. Nagle pewien wypadek zmusza Łucję do zostania w szpitalu na 2 miesiące – do dnia porodu. Świeżo upieczony mąż nabiera podejrzeń, że żona, chcąc wyrwać się od życia z nim, specjalnie doprowadziła do niebezpiecznego zdarzenia. Przyszła matka od radu zaprzeczyła, tym bardziej, że poza zagrożeniem życia dziecka i swojej niewygody w szpitalu, wypadek utrudnił jej kontakt z babcią, która nie mogła jej odwiedzić, ze względu na swój stan zdrowia.
Związek Łucji i Hugona przechodził ciężką próbę – chociaż publicznie udawali szczęśliwe małżeństwo (choć nie zawsze im się to udawało), to w domu traktowali się chłodno, zazwyczaj Łucja zamykała się w pokoiku dziecięcym. Czy uda im się ponownie rozbudzić namiętność?
Jak młodzi rodzice nazwą córeczkę?
Jaką decyzję o związku z Hugonem podejmie Łucja?
Czy Hugo będzie walczył o swoją miłość?
Co będzie biletem do szczęścia Łucji i Hugona?
Przyznam szczerze, że zaczynając czytanie „Biletu do szczęścia” obawiałam się, że klątwa rzucona na drugie tomy serii nie ominęła tej powieści. „Konkurs na żonę” oczarował mnie już na pierwszych stronach i możliwe, że przez to bardzo wysoko postawiłam poprzeczkę tej książce. Na szczęście już po pierwszych kilku rozdziałach moje obawy zniknęły i z coraz większą niecierpliwością czytałam dalsze losy bohaterów wykreowanych przez Beatę Majewską.
W tym tomie, Łucja przeszła całą siebie. Już w „Konkursie na żonę” mnie irytowała, ale w „Bilecie do szczęścia” sprawiła, że co chwilę prychałam i krzyczałam na książkę, że ta dziewczyna jest głupia i nie myśli. Wielokrotnie dopuściła do sytuacji, gdy rozpoczynała temat, po którym było wiadome, że będzie musiała przepraszać.
I jeszcze za każdym razem zaczynała płakać, przez co wszyscy musieli ją uspokajać.
I jak w takiej sytuacji nie spojrzeć do góry i nie powiedzieć: „Boże, widzisz, a nie grzmisz”?
Już przy okazji recenzji „Konkursu na żonę” wspominałam, że polubiłam postać Hugona. Za każdym razem, gdy Łucja traktowała go oschle, miałam ochotę ją udusić, bo przecież Hugo na to nie zasługiwał. Jego postać pod wpływem dziewczyny przechodziła przemianę i w „Bilecie do szczęścia” ta zmiana była widoczna. Niewiele zostało w nim z tego playboya, którego poznaliśmy w pierwszym tomie, ale na szczęście nie zniknął całkowicie, bo wtedy Hugo nie byłby tak ciekawą postacią.
Bardzo rozśmieszały mnie sytuacje, do których doprowadzała pani Hania. W pewnym momencie nawet ona zdała sobie sprawę, że czasem przesadza oraz powinna trzymać język za zębami i wypowiedziała takie słowa do swojej małej wnuczki: „babcia przysięga na wszystkie świętości, że już nigdy nie odezwie się do nikogo poza tobą”, ale na szczęście nie wywiązała się z obietnicy, dzięki czemu do samego końca można się było pośmiać z różnych sytuacji.
„Bilet do szczęścia” to wspaniała kontynuacja „Konkursu na żonę”. Trzyma w napięciu, bawi, wciąga i wprowadza fakty, które zupełnie zaskakują czytelnika. Jest to bardzo przyjemna i lekka lektura, idealna do wzięcia na plażę lub po prostu do przeczytania w domowym zaciszu. Może i Wam pomoże odnaleźć bilet do szczęścia, który może być bliżej niż sądzimy? ;)
Już przy okazji recenzji „Konkursu na żonę” wspominałam, że polubiłam postać Hugona. Za każdym razem, gdy Łucja traktowała go oschle, miałam ochotę ją udusić, bo przecież Hugo na to nie zasługiwał. Jego postać pod wpływem dziewczyny przechodziła przemianę i w „Bilecie do szczęścia” ta zmiana była widoczna. Niewiele zostało w nim z tego playboya, którego poznaliśmy w pierwszym tomie, ale na szczęście nie zniknął całkowicie, bo wtedy Hugo nie byłby tak ciekawą postacią.
Bardzo rozśmieszały mnie sytuacje, do których doprowadzała pani Hania. W pewnym momencie nawet ona zdała sobie sprawę, że czasem przesadza oraz powinna trzymać język za zębami i wypowiedziała takie słowa do swojej małej wnuczki: „babcia przysięga na wszystkie świętości, że już nigdy nie odezwie się do nikogo poza tobą”, ale na szczęście nie wywiązała się z obietnicy, dzięki czemu do samego końca można się było pośmiać z różnych sytuacji.
„Bilet do szczęścia” to wspaniała kontynuacja „Konkursu na żonę”. Trzyma w napięciu, bawi, wciąga i wprowadza fakty, które zupełnie zaskakują czytelnika. Jest to bardzo przyjemna i lekka lektura, idealna do wzięcia na plażę lub po prostu do przeczytania w domowym zaciszu. Może i Wam pomoże odnaleźć bilet do szczęścia, który może być bliżej niż sądzimy? ;)
Za egzemplarz przedpremierowy serdecznie dziękuję wydawnictwu <3
piątek, 5 maja 2017
„Konkurs na żonę”; recenzja #23 [PRZEDPREMIEROWA]
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Data premiery: 10 maja 2017 roku
Ilość stron: 304
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
„Konkurs na żonę” to pełna humoru i niezwykłych zwrotów akcji powieść autorstwa Beaty Majewskiej.
Gdy umiera wuj Hugona Hajdukiewicza, mężczyzna wraca do Polski, gdzie poznaje testament krewnego. Z dokumentu młody prawnik dowiaduje się, że, jeżeli chce zarządzać całą firmą wuja, musi przed trzydziestymi urodzinami wziąć ślub i mieć potomka. By zyskać to, czego pragnie, Hugo wraz z przyjacielem wdraża w życie plan „Żona”.
Plan „Żona” wydawał się genialnym pomysłem. Hugo miał przeznaczyć pieniądze na bibliotekę i zorganizować konkurs, z którego zwyciężczynią miał umówić się na randkę. Jednak czy autorka zwycięskiego tekstu okaże się być idealną partnerką?
Łucja Maśnik pochodzi z dużej, mieszkającej na wsi rodziny. Jest jedną z niewielu krewnych, którym udało się uciec z małej mieściny do Krakowa, gdzie rozpoczęła naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dziewczyna była na tyle inteligentna, że wydawało się, iż nie da sobą nigdy zmanipulować.
Gdy Łucja dowiedziała się o konkursie w uniwersyteckiej bibliotece, zdecydowała się wziąć w nim udział, gdyż wiedziała, że każdy grosz jej się przyda. Wyniki konkursu ją zaskoczyły – nie spodziewała się, że dostanie drugie miejsce. Idąc po odbiór nagrody, studentka nie wiedziała, że jednym z organizatorów jest mężczyzna, którego kiedyś zobaczyła w bibliotece. Nie mogła się też domyślać, że ten zaprosi ją na randkę.
Czy pierwsza randka pójdzie po myśli Hugona?
Czy Hugo oświadczy się Łucji?
Jak przyjaciele wpadli na pomysł organizacji konkursu?
Czy Łucja wyczuje podstęp?
W powieści zakochałam się, czytając już pierwsze strony. Historia mnie oczarowała, nie mogłam się od niej oderwać, a gdy byłam zmuszona do zrobienia sobie przerwy, wyobrażałam sobie różne scenariusze dalszych wydarzeń.
Sama nie rozumiem dlaczego, ale bardzo polubiłam Hugona. Choć był on typowym playboyem i chciał wykorzystać Łucję, nie jestem w stanie go nie lubić. Ma on w sobie „to coś”, co sprawia, że zawsze mam o nim pozytywne myśli. Jest to postać ciekawie wykreowana, z przykrą, rozlegle opisaną w powieści przeszłością, a przy tym z każdym kolejnym rozdziałem obserwowałam zachodzącą w nim zmianę, która bardzo mnie cieszyła.
Powieść napisana jest lekkim, przyjemnym do czytania językiem. Pomysł na historię był bardzo ciekawy, a jego realizacja – bezbłędna.
Łucja jest dla mnie bardzo trudną do zrozumienia postacią. Z jednej strony to bardzo inteligentna dziewczyna, a z drugiej – dzieciątko, które nie rozumie realiów świata, na jakim przyszło jej żyć. Skłonności do płaczu z byle powodu nie ułatwiają zrozumienia toku jej myślenia. Jej naiwność doprowadzała mnie do szału, aczkolwiek to właśnie ona tak wpłynęła na akcję powieści i innych bohaterów.
„Konkurs na żonę” pozwolił mi na nowo poznać twórczość Beaty Majewskiej. Po przeczytaniu dwóch tomów serii o Wędrowcach (pisanej pod innym pseudonimem – Augusta Docher) zakochałam się w twórczości tej autorki, a ta powieść sprawiła, że przypomniałam sobie, dlaczego tak lubię jej książki. Jej styl pisania jest jedyny w swoim rodzaju i każda powieść spod jej pióra sprawia, że nie mogę się powstrzymać od czytania.
Moim zdaniem powieść jest wspaniałym początkiem serii i już nie mogę się doczekać, aż będę miała możliwość przeczytania „Biletu do szczęścia”. Gorąco polecam „Konkurs na żonę”, bo to wspaniała powieść pełna pasji, od której nie da się oderwać!
Wydawnictwo: Książnica
Data premiery: 10 maja 2017 roku
Ilość stron: 304
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10
„Konkurs na żonę” to pełna humoru i niezwykłych zwrotów akcji powieść autorstwa Beaty Majewskiej.
Gdy umiera wuj Hugona Hajdukiewicza, mężczyzna wraca do Polski, gdzie poznaje testament krewnego. Z dokumentu młody prawnik dowiaduje się, że, jeżeli chce zarządzać całą firmą wuja, musi przed trzydziestymi urodzinami wziąć ślub i mieć potomka. By zyskać to, czego pragnie, Hugo wraz z przyjacielem wdraża w życie plan „Żona”.
Plan „Żona” wydawał się genialnym pomysłem. Hugo miał przeznaczyć pieniądze na bibliotekę i zorganizować konkurs, z którego zwyciężczynią miał umówić się na randkę. Jednak czy autorka zwycięskiego tekstu okaże się być idealną partnerką?
Łucja Maśnik pochodzi z dużej, mieszkającej na wsi rodziny. Jest jedną z niewielu krewnych, którym udało się uciec z małej mieściny do Krakowa, gdzie rozpoczęła naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dziewczyna była na tyle inteligentna, że wydawało się, iż nie da sobą nigdy zmanipulować.
Gdy Łucja dowiedziała się o konkursie w uniwersyteckiej bibliotece, zdecydowała się wziąć w nim udział, gdyż wiedziała, że każdy grosz jej się przyda. Wyniki konkursu ją zaskoczyły – nie spodziewała się, że dostanie drugie miejsce. Idąc po odbiór nagrody, studentka nie wiedziała, że jednym z organizatorów jest mężczyzna, którego kiedyś zobaczyła w bibliotece. Nie mogła się też domyślać, że ten zaprosi ją na randkę.
Czy pierwsza randka pójdzie po myśli Hugona?
Czy Hugo oświadczy się Łucji?
Jak przyjaciele wpadli na pomysł organizacji konkursu?
Czy Łucja wyczuje podstęp?
W powieści zakochałam się, czytając już pierwsze strony. Historia mnie oczarowała, nie mogłam się od niej oderwać, a gdy byłam zmuszona do zrobienia sobie przerwy, wyobrażałam sobie różne scenariusze dalszych wydarzeń.
Sama nie rozumiem dlaczego, ale bardzo polubiłam Hugona. Choć był on typowym playboyem i chciał wykorzystać Łucję, nie jestem w stanie go nie lubić. Ma on w sobie „to coś”, co sprawia, że zawsze mam o nim pozytywne myśli. Jest to postać ciekawie wykreowana, z przykrą, rozlegle opisaną w powieści przeszłością, a przy tym z każdym kolejnym rozdziałem obserwowałam zachodzącą w nim zmianę, która bardzo mnie cieszyła.
Powieść napisana jest lekkim, przyjemnym do czytania językiem. Pomysł na historię był bardzo ciekawy, a jego realizacja – bezbłędna.
Łucja jest dla mnie bardzo trudną do zrozumienia postacią. Z jednej strony to bardzo inteligentna dziewczyna, a z drugiej – dzieciątko, które nie rozumie realiów świata, na jakim przyszło jej żyć. Skłonności do płaczu z byle powodu nie ułatwiają zrozumienia toku jej myślenia. Jej naiwność doprowadzała mnie do szału, aczkolwiek to właśnie ona tak wpłynęła na akcję powieści i innych bohaterów.
„Konkurs na żonę” pozwolił mi na nowo poznać twórczość Beaty Majewskiej. Po przeczytaniu dwóch tomów serii o Wędrowcach (pisanej pod innym pseudonimem – Augusta Docher) zakochałam się w twórczości tej autorki, a ta powieść sprawiła, że przypomniałam sobie, dlaczego tak lubię jej książki. Jej styl pisania jest jedyny w swoim rodzaju i każda powieść spod jej pióra sprawia, że nie mogę się powstrzymać od czytania.
Moim zdaniem powieść jest wspaniałym początkiem serii i już nie mogę się doczekać, aż będę miała możliwość przeczytania „Biletu do szczęścia”. Gorąco polecam „Konkurs na żonę”, bo to wspaniała powieść pełna pasji, od której nie da się oderwać!
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu i autorce :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















