niedziela, 19 lipca 2015

Nominacja do TAGu

Witam! Dzisiaj wyjątkowo nie dodaję kolejnego rozdziału. Zatem... o co chodzi?
Zostałam nominowana do ALBO ALBO TAGu, który polega na odpowiedzeniu na 10 pytań. Za nominację serdecznie dziękuję Blue Spark


1.  Wolisz czytać trylogie czy powieści jednotomowe?
To różnie bywa. Do pojedynczej książki zazwyczaj mniej się przywiązuję, dzięki czemu jestem w stanie bez kaca książkowego czytać inne powieści. Więc chyba jednak wolę czytać powieści jednotomowe. Co nie znaczy, że nie lubię czytać trylogii.

2.  Wolisz czytać tylko autorki czy autorów?
A co to za różnica? Uważam, że płeć autora nie jest ważna. Najważniejsza jest treść książki. Ale ponieważ nie jest to właściwie odpowiedź na to pytanie to... No cóż. Jest kilka książek, które ja naprawdę kocham. I większość z nich jest napisana przez mężczyzn.

3.  Wolisz kupować w empiku czy w księgarniach internetowych?
Wolę kupować w księgarni internetowej empik :P Teraz tam są zniżki nawet do -75%!

4.  Wolisz, by wszystkie książki zostały zekranizowane jako film czy serial?
No cóż... chyba jednak jako film. Co prawda i tak i tak niewiele będzie wspólnego z książką, ale patrząc na to co zrobiono z "Pamiętnikami Wampirów"...  nie ma mowy o serialach. (Tak wiem, jestem jedną z niewielu osób, które bardziej preferują tę książkę od filmu).

5.  Wolisz czytać pięć stron dziennie czy pięć książek tygodniowo?
Pięć książek tygodniowo. Z pięciu stron dziennie niewiele się zapamięta.

6.  Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?
Myślę, że (zwłaszcza dla moich czytelników) oczywiste jest, iż autorem.

7.  Wolisz w kółko czytać dwadzieścia książek czy sięgać po nowe?
Wolę sięgać po nowe. Czytanie w kółko tych samych książek może naprawdę zanudzić (wiem, bo po przeczytaniu 6 razy "Przed Świtem" już nie chce mi się więcej)

8.  Wolisz być bibliotekarzem czy sprzedawcą książek?
Sprzedawcą. A najlepiej wydawcą :P

9.  Wolisz czytać ulubiony typ literatury czy wszystko poza?
Myślę, że czytanie czegoś innego niż ulubiona jest troszkę bez sensu. Zazwyczaj czytam to w czym najbardziej gustuję, ale to nie znaczy, że nie przeczytam raz na jakiś czas romansu czy kryminału.

10. Wolisz czytać książki fizyczne czy e-booki?
Fizycznie? Znaczy papierowe, tak? Oczywiście, że papierowe. E-booki czytam tylko w podróży.


Mam nadzieję, że odpowiedzi są satysfakcjonujące. Niestety, muszę się przyznać, nie znam zbyt wielu blogerów. Ale o to Ci, których i ja nominuję do odpowiedzenia, na dokładnie te same pytania:
http://citeofbooks.blogspot.com/
http://zagubiona-wslowach.blogspot.com/

Jeśli, będziecie chciały skopiować te pytania (a wiem, że na moim blogu nie jest coś takiego możliwe), skopiujcie je od osoby, która mnie nominowała. ;)

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział XIX.

Nigdy nie wiadomo, kiedy nastanie początek, a kiedy koniec. Każdego dnia trzeba oswajać się z myślą, że się żyje, bądź jak w moim przypadku - nie żyje. Smutne w śmierci jest to, że nagle trzeba pozbyć się z pamięci bliskich, a także tych dalszych znajomych. Trzeba zapomnieć o rodzinie, czy miłości. Ja nie mogłem.
Każdego dnia śmierć zdawała mi się być bardziej odległa. W czasie swojego dotychczasowego życia, nigdy nie czułem się bardziej żywym. Ale cóż z tego, jeśli na świecie żyje tylko jedna prawdziwa osoba, która wie kim byłem. Gdyby to nie była osoba, którą kocham, nie wiem, co by się ze mną stało.
Jestem samotny, choć wokoło otaczają mnie różne istoty.
Jestem głupi, choć moja wiedza przekracza tę, którą ma wielu naukowców.
Jestem bezmyślny, choć każdy krok który zrobię jest dokładnie przemyślany.
Jestem nieczuły, choć zawsze płaczę, gdy kogoś zranię.
Jestem, choć nie powinienem być.
Nic tego nie zmieni.
Chciałbym coś zmienić w swojej przeszłości. To jak traktowałem innych, czy choćby to, jak się uczyłem i z jakim dystansem podchodziłem do nauki. Choć teraz cały świat zapomniał o moim istnieniu, jest niewiele istot, które mnie znają. Znają, aż za dobrze.
Coś się ze mną dzieje. Jeszcze nie wiem co. Ale jak się dowiem, będę chciał to zniszczyć. Inaczej to zniszczy mnie.

***

Stanąłem przed lustrem w moim pokoju akademickim. Wyglądałem tak samo jak zawsze. Ale wiedziałem, że coś chce mnie opanować. Coś złego.
Cieszyłem się, że przez tydzień, na terenie Akademii nie będzie Oli. Miałem czas na ujarzmienie tej bestii.
Moje oczy zwykle były czerwone niczym ogień. Ten potwór sprawił, że stały krwistoczerwone.
Byłem wściekły. Walnąłem głową o stół. Nie dało mi pożądanego ukojenia.
 Chciałem pokonać coś czego nie widziałem. To nie jest łatwe.
- Czy zostałem opętany? - zapytałem siebie przez zaciśnięte zęby. Uderzyłem pięścią w szafę. Nie zabolało mnie to. Gorzej z szafą. Dokładnie po środku zrobiła się dziura pełna niebezpiecznych drzazg i niepotrzebnym kawałków deski. Użyłem piekielnej magii, żeby po szkodzie nie zostało żadnego śladu. Potem stwierdziłem, że chcę móc się odprężyć w sposób, w jaki zrobiłby to ktoś śmiertelny. Wyjąłem komórkę. Znalazłem jakąś gierkę na zabicie czasu. I tak zabijałem czas, aż bateria się nie rozładowała. A potem podłączyłem ją do ładowarki i znowu grałem.

***

Nie miałem żadnych wieści od Oli. Minęły 3 dni, od kiedy wraz z przyjaciółmi wyruszyli. Najgorsze było to, że sam nie wiedziałem gdzie się znajdowali. Gdybym posiadał taką wiedzę, byłbym w stanie tam się przenieść. Mógłbym Oli towarzyszyć w czymkolwiek ona tam uczestniczyła. Zadawałem sobie wciąż pytania: Czy za mną tęskni? Kiedy wróci? Jak ją tam traktują? Czy czuje się dobrze? Czy jest bezpieczna? Nie umiałem znaleźć odpowiedzi.
Czekanie to najgorsze co można robić. Czekać to znaczy mieć nadzieję, że coś czego się pragnie przybędzie. Ale nigdy nie ma pewności, czy rzeczywiście tak się stanie. A jak to się nie wydarzy, nadzieja umiera. A wraz z nią nasze szczęście.
Co jeśli Ola nie wróci? Co jeśli ją tam zabiją? - takie zadawałem sobie pytania. Bałem się o nią. Bałem się, że ją stracę na zawsze.
Złapałem za wisiorek ze świnką morską. Osobiście chciałem przytulać się do tego godzinami. Stworzenie, które próbowało mnie opętać, chciało mnie zmusić do zerwania łańcuszka z szyi i wyrzucenia przez okno. Ale nie ze mną takie numery.
- Kim jesteś?! - krzyczałem. - Czego ode mnie chcesz!?
Usłyszałem chichot. Przerażający, przepełniony nienawiścią chichot. Bardzo mi przypominał śmiech klauna. Był troszeczkę histeryczny. 
Przez głowę przebiegła mi myśl: Czy opętał mnie klaun? Ale po chwili zbeształem się za taki absurdalny pomysł.
Cokolwiek to było, musiałem to pokonać. Dla swojego bezpieczeństwa. Dla Oli bezpieczeństwa. Ogólnie: Dla niej.

***

Byłem wtedy na plaży, wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa. Miałem wtedy 8 lat, a jego rodzice nas zabrali nas nad morze, żebyśmy mogli choć jeden dzień odpocząć. Biegaliśmy, budowaliśmy zamki z piasku, pływaliśmy. Wszystko wydawało się być dobrze. Ale nie było.
W pewnym momencie nadeszła ogromna fala. My popłynęliśmy trochę za daleko, rodzice mojego przyjaciela wyglądali, jak mrówki z miejsca, w którym się znajdowaliśmy. Woda zbierała się nad nami. Dryfowaliśmy. Nigdy się nie bałem, tak jak wtedy. Próbowaliśmy stamtąd uciec, płynęliśmy ile tylko sił mieliśmy w nogach. Ale nam ich nie wystarczyło. W połowie drogi, mój przyjaciel dostał skurczu nogi.
Mój przyjaciel zaczął płakać. Zawtórowałem mu. Ciągnąłem go, on też próbował, ale skończyło się na tym, że jego ręka niewiele pomagała moim małym nogom i ręce. W pewnym momencie wyśliznął mi się z ręki.
- Miki! Miki! - zaczął piszczeć, gdy fala zaczęła go pożerać.
- Adam! - krzyknąłem. Rzuciłem się w jego stronę. Ale coś się z nim stało. Nic nie mówił. Chyba nie oddychał. Stał się dziwnie lekki. Zabrałem go na plażę, gdzie jego rodzice nas szybko dopadli z ratownikiem u boku.
Mężczyzna zaczął mu robić masaż serca. Jako dziecko byłem przestraszony, myślałem, że ten mężczyzna chce coś zrobić mojemu najlepszemu przyjacielowi. Spojrzałem na jego rodziców, którzy mieli łzy w oczach. Skoro oni pozwolili ratownikowi to robić, to ja też mogłem.
Spojrzał na nas smutno. Gdy jego spojrzenie padło na mnie, miałem wrażenie, że cały smutek zebrał się w jego ciemnobrązowych tęczówkach.
- Przykro mi. - odparł tylko.
To oznaczało tylko jedno. Nawet jako ośmiolatek, zrozumiałem o czym on mówił. Mój przyjaciel umarł. Nie byłem mu w stanie pomóc. To tego dnia obiecałem sobie, że kogokolwiek znowu pokocham, choćby po przyjacielsku, ocalę, choćby nawet przed komarem.

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział XVIII.

Nie miałem pojęcia o czym mówił szatan. Że niby nie każde zło jest czynione przez istoty piekła?! To może przez anioły?!
- Nie wygaduj bzdur! - krzyknęła Ola.
- Ależ ja mówię prawdę. - odparł diabeł. - Zresztą możesz się sama przekonać. Jeśli wejdziesz do lustra, sprawdzisz całe piekło i nie znajdziesz tej swojej przyjaciółki.
- Stawiasz ją przed próbą?! - warknąłem.
- Oczywiście, że nie! - udawał oburzenie. - Jeśli jej nie znajdzie, to udowodni moją niewinność!
- A co jeśli ją znajdzie?
- Wtedy ukażę tego kto śmiał bez mojego pozwolenia wprowadzić śmiertelniczkę do mojego królestwa.
Ola siedziała skupiona nad swoim małym lusterkiem. Próbowała całych sił, widziałem jaki wysiłek sprawiało jej skupienie się.
- Pójdę z nią.
- Oooo nie. Nie wyrażam na coś takiego zgody. Ma iść sama. Ty będziesz pilnował, żeby nikt nie stłukł lusterka przez które weszła.
- Możecie być ciszej? - zapytała. - Próbuję się skupić, a wasze ględzenie mi nie pomaga.
Skończyliśmy rozmowę. Ja patrzyłem z nienawiścią na diabła, który patrzył zaciekawiony na poczynania Oli.
W końcu się udało. Ciało Oli upadło na ziemię, a dusza weszła do lustra. Czym prędzej zabrałem mały przedmiot, by mieć pewność, że nikt nas nie oszukał.
- Czemu to przede mną chowasz? - zapytał diabeł. - Doskonale wiesz, że ja jej nie zabiję.
- Dlaczego?! W jaki sposób ma ona dla ciebie wywołać apokalipsę?!
- Ach... mój drogi. O tym przekonasz się niebawem, jednak teraz nie mogę tego powiedzieć. Nie chcę by po całym piekle już krążyły plotki.

***

Chodziłem wzdłuż korytarza w tę z powrotem. Denerwowałem się. Oli nie było już ponad 2 godziny. 
- Nie denerwuj się tak. Wróci po spotkaniu z wyrocznią.
- Co?!
- Ach... no tak, przecież tego nie wiesz, bo nie przeczytałeś broszury, którą dostałem po dostaniu się do piekła. Jak się wejdzie do lustra w piekle, to w trakcie poszukiwań, zawsze spotyka się wyrocznię. Ona jej podpowie, gdzie szukać przyjaciółki. 
- A czemu Oli o tym nie powiedziałeś?! - byłem wściekły. Chciałem natychmiast wyruszyć na poszukiwanie. 
- A co za różnica? - wzruszył ramionami. - Jeśli nie będzie o tym wiedziała, pomyśli, że to się stało przypadkiem i że miała ogromne szczęście.
- A więc chcesz żeby była szczęśliwa? To bardzo dziwnie brzmi, gdy mówi to władca piekła.
- Musi być szczęśliwa, ponieważ inaczej nie zrobi tego, czego pragnę od dnia...
- Od którego dnia?
- Nie ważne. - nie chciał powiedzieć. On coś knuł i to "coś" jest związane z Olą.
- Gadaj!
- Nie rozkazuj mi! Zresztą sam zobacz, wraca.
Miał rację. Ola zaczęła się budzić. Potarła oczy ze zmęczenia.
- On ma rację. Tu nie ma Karoliny.
- Jesteś pewna?
- Tak. Spotkałam wyrocznię. W sumie, to fajną pogawędkę miałyśmy.
- Co ci powiedziała?
- Między innymi to, że mamy pół godziny na powrót do Akademii.
- No to chodźmy.
Nie pożegnaliśmy szatana. Zresztą on też nas olał i po prostu wrócił do wcześniejszych zajęć.

***

Rozmowa z wyrocznią kompletnie mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że ktoś taki istnieje. 
Musieliśmy wrócić czym prędzej do szkoły. Miałam kilka minut, żeby się przebrać. Wyrocznia się nie myliła. Chwilę po tym, jak wyszłam z pod prysznica, do drzwi zapukała Eleonora, której towarzyszył jakiś facet w czerni.
- Proszę wziąć walizkę. Idziemy na pokład.
Przytaknęłam. Wzięłam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam z pokoju.
Z Eleonorą szłyśmy w milczeniu, ale co chwilę na siebie spoglądałyśmy. Po kilku metrach zauważyłyśmy chłopaków już stojących z walizkami w głównym holu. Eryk tak nie było. Czyli jednak nie wszystkie dzieciaki arystokracji tam jadą, pomyślałam.
- Cześć Kev, Kubo. Jak się spało? -zapytałam.
- Się nie spało. - odpowiedział naburmuszony Kuba.
- Proszę o uwagę. - usłyszeliśmy donośny głos. Gdy wszyscy się odwróciliśmy ujrzeliśmy matkę Eleonory. Uśmiechnęła się ukradkiem do córki i kontynuowała. - za chwilę wejdziecie na pokład. Ze względu na tajność lokalizacji, w jakiej się znajdziecie, wszystkie okna są zasłonięte i nie będzie można ich odsłonić.
- Po co my tam mamy lecieć? - zapytał Kuba.
- O tym dowiecie się na miejscu.
- Czy czekają tam na nas świnki? - zapytała nieśmiało Eleonora.
- Eee... - kobieta chyba zastanawiała się czy na pewno może ujawnić tę informację. Po chwili już zdecydowała. - Tak czekają tam na was wasze świnki morskie. A teraz proszę o nie zadawanie pytań. Zapraszam na pokład.
Weszliśmy. Kuba skierował się do oddziału sypialnego, gdzie od razu położył się na łóżku. Z przyjaciółmi zdecydowaliśmy się usiąść gdzieś blisko automatu z napojami.
- Wiem, że coś wiesz. - zaczęła Eleonora, chwilę po tym, jak usiedliśmy.
- No... tak jakby... - nie wiedziałam, czy powinnam im już teraz to powiedzieć.
- No, dawaj Ola. - powiedział Kevin.
- No dobra... byłam w piekle z Mike'iem. Wyruszyliśmy tam chwilę po tym, jak dowiedziałam się, że będziemy lecieć.
- I co się tam stało? - chciał wiedzieć Kev.
- Ja... Dowiedziałam się, że piekle nie ma Karoliny.
- Jak to? - oboje zapytali troszkę za głośno.
- Cśś! Po prostu jej tam nie ma. To nie demony ją zabrały.
- I co teraz? - Eleonora posmutniała. Choć to Karolina była sceptycznie nastawiona do przyjęcie Eleo do naszej bandy, mojej przyjaciółce zależało na siostrze Mike'a.
- Musimy odczekać całe to zamieszanie z wyjazdem. Potem coś wymyślimy.
- Po co tam lecimy? - zapytał Kevin.
- Nie wiem. - odparła Eleonora. - Z tego co udało mi się wyciągnąć, chodzi o jakiś nowy wynalazek. Nie mam pojęcia do czego służy, ale jako dzieci arystokracji, mamy go reprezentować na balu.
- Ale po co mieliby nas zabierać tydzień przed nim? Nie wystarczyłby jeden dzień?
- Właśnie tego nie rozumiem...
Coraz więcej zagadek. Mało informacji. Mało poszlak. Jak tu dojść do rozwiązania problemów, jak nawet nie wie się, gdzie szukać? - myślałam.
- Właściwie, to dlaczego Eryk nie leci z nami? - zapytałam. - przecież on też należy do arystokracji.
- Też to zauważyłaś?
- Oczywiście. Nie wiem co nasi cudowni rodzice wymyślili, ale nie podoba mi się to.
Wyjęłam tableta, mając nadzieję, że znajdę jakąś poszlakę na mojej skrzynce mailowej.
- Spam, spam, reklama, spam, o co to? - przeglądałam dawno nie czyszczoną skrzynkę. - A nie, już nieaktualne...O!
- Co tam znalazłaś? - zapytali mając nadzieję, że to coś przydatnego.
- Dostałam... jakiegoś maila od Karoliny.
- Kiedy? - zapytała Eleo.
- Już sprawdzam... Ona zniknęła wczoraj wieczorem... maila dostałam...
- No szybciej!
- Eee... - szukałam tej głupiej informacji. Niestety rozmywający się wzrok nie pomagał. W końcu mi się udało. - po południu. - spochmurniałam.
- Jak to możliwe? - zaciekawiona była przyjaciółka.
- Co masz na myśli? - zapytałam zaskoczona.
- No bo... przecież byłyście na zakupach. Kiedy zdążyłaby napisać do ciebie maila tak, byś go nie zauważyła?
- Właściwie to masz rację. Jedyny przypadek, kiedy jej nie widziałam, to wtedy, gdy była w przymierzalni lub toalecie.
- Sprawdź co ci wysłała.
No i spojrzałam. 

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział XVII.

Nie mogliśmy czekać dłużej. Mieliśmy zaledwie kilka godzin, żeby pojawić się na lotnisku szkolnym. Eleonora pewnie już wiedziała co się zapowiada. Ona zawsze wie. Tym razem jednak nie mogliśmy czekać z Mike'iem ani chwili dłużej.
- Jedziemy, mój "szoferze" - nakreśliłam palcami w powietrzu cudzysłów. To było takie śmieszne, że przypominanie mi o nim, zaczęło się właśnie od wciśnięcia przycisku z napisem "szofer".
- Ha. Ha. Bardzo śmieszne. Chodź nie mamy wiele czasu, a nikt nie może zauważyć naszego zniknięcia.
Biegliśmy, chowaliśmy się w cieniu. W końcu dotarliśmy do cudownego Ferrari. Odczułam małe de javu.
- Zapniesz pasy, czy mam to zrobić za ciebie? - zapytał. Roześmiałam się w odpowiedzi.
- No nie wiem, nie wiem... A jeśli zrobię to źle? - wystawiłam do niego język. W końcu stwierdził, że nie chce czekać aż zapnę pasy i nachylił się nade mną by zrobić to za mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Jego dłoń musnęła moje udo. Wtedy niewiele się dla nas liczyło. Najważniejsi byliśmy my, nie daliśmy rady powstrzymać naszego uczucia. Złączyliśmy się w długim pocałunku.

***

Byłam malutka kiedy to się wydarzyło. No, może bez przesady, miałam wtedy siedem lat. Coś tam ze świata rozumiałam, ale nic konkretnego. 
Mieszkałam wtedy jeszcze z rodziną zastępczą. Nie wiedziałam o magii nic, myślałam, że moją matką jest kobieta, która się mną opiekowała. Dzieci mogą się mylić, są łatwowierne, niewinne. To nie ich wina, że są bezbronne, tak przynajmniej tłumaczę sobie moje głupie zachowanie z przeszłości.
Wyszłam na podwórko przed szkołą. Stał tam jakiś mężczyzna, nigdy go nie widziałam, nie wyglądał na nauczyciela, ani woźnego. Naiwnie podeszłam do niego, myśląc, że może zgubił drogę.
- Dzień dobry. - powiedziałam swoim wysokim głosikiem. - Zgubił się pan?
- Nie. - usłyszałam w odpowiedzi. - Czekam na kogoś.
- A kto to? - powinnam była odejść, ale z natury byłam i jestem strasznie ciekawska.
- Nazywa się Ola.
- To tak jak ja! - pisnęłam.
- Tak? - przyjrzał mi się podejrzliwie. Po chwili uśmiechnął się. - Jak nazywają się twoi rodzice?
- Kasia i Marek.
- A więc to na ciebie czekam. - zaśmiał się. - Jestem dawnym przyjacielem twoich rodziców. Mów mi Lucek.
- Dobrze panie Lucku.
- Nie mów do mnie pan, bo czuję się staro.
- Dobrze proszę pa... Lucku. A dlaczego pan na mnie czekał?
- Chciałbym ci coś dać. Wiem, że niedługo masz urodziny, a byłem w okolicy, więc pomyślałem, że dam ci mały prezent.
- Naprawdę? - radośnie krzyknęłam.
- Tak, naprawdę. - mrugnął do mnie okiem. - To cenny przedmiot więc nie zgub go.
Podał mi małe pudełeczko. 
- Ale ładna! - krzyknęłam na widok srebrnej bransoletki z zawieszką w kształcie skrzydeł. - Nigdy nie widziałam żadnej pani mającej ładniejszą bransoletkę!
- Cieszę się, że ci się podoba.

***

Bawiłam się moją bransoletką, którą mam od bardzo dawna. Nie pamiętam kiedy ją dostałam i od kogo. Jest to moja jedyna pamiątka, która mi została po dawnym życiu. Prawie wszystko musiałam zostawić w dawny domu, gdy mnie znaleźli w wieku 10 lat i zabrali do Akademii.
Mike nie pędził samochodem. Jechaliśmy powoli i okrężną drogą, ponieważ chcieliśmy trafić do piekła jak najpóźniej. Nie mogliśmy tego długo odwlekać i w końcu skierowaliśmy się w odpowiednim kierunku. Znaleźliśmy się w czerwonej rzeczywistości, jaką wykreował mój ojciec. Patrząc na ten świat, stwierdziłam, że ojcu przydałby się projektant wnętrz. Może on by coś zaradził na ten bałagan.
Diabeł wydawał się nas spodziewać. Stał w bramie niczym pies, który zawsze czeka na właściciela.
- Cóż cię dzisiaj sprowadza w me diabelne progi? - zapytał, jakby nie znał odpowiedzi na to pytanie.
- A jak myślisz?
- Po twoim tonie nie sądzę, byś wpadła na kawę i ciasteczka.
Zaburczało mi w brzuchu. No tak. Zanim tam pojechałam, mogłam wpaść na mądry pomysł i coś przekąsić. Wtedy było już za późno.
- Powiedz mi co się stało z Karoliną. - żądałam.
- Kim jest Karolina?
- No błagam! Już ty doskonale wiesz, o kogo mi chodzi.
- Tak się składa, że nie wiem, albowiem to nie ja jestem ten wszechwiedzący, tylko ten, który od niego odszedł. Także wybacz mi brak kompetencji w sprawie odgadywania twoich myśli.
- Karolina, to dziewczyna, która trafiła do piekła, kiedy zaatakowali nas jacyś rabusie! - krzyknęłam wściekła.
- A kiedy to się wydarzyło? - robił z siebie głupka.
- Błagam! Już ty dobrze wiesz kiedy!
- No wiesz... Prawie codziennie do piekła wbija mi jakaś nastolatka, którą ktoś porwał. Musisz się bardziej sprecyzować.
- Wczoraj wieczorem! Właśnie wtedy!
- To na pewno nie byli moi ludzie.
- Tak? A niby kto inny atakowałby bezbronne dziewczyny na ulicy?
- O, a teraz uważasz się za bezbronną? O ile dobrze wiem, to ty użyłaś mocy, żeby ich przenieść!
- Eee... a-a-a-ale... Skąd ty...? Jak ty...?
- Oczywiście, że wiem co się wtedy wydarzyło! Ale wiesz co? Nie wszystko co złe, ma swoje korzenie w piekle.

piątek, 1 maja 2015

Rozdział XVI.

Ona jest wspaniała. Nie wiem, co by się stało, gdybym ją stracił.
Szedłem korytarzem. Użyłem moich piekielnych mocy, żebym wyglądał jak dym, nie jak demon. Nie muszą przecież cały czas przypatrywać się mojej twarzy.
Minął cały rok, a ja przez cały ten czas nie pomyślałem o mojej Lili. To magiczna świnka morska. Dlaczego magiczna?
Gdy rodzi się czarownik lub czarownica, tego samego dnia rodzi się świnka morska. Żyje ona 100 lat, no chyba, że jej właściciel umrze później, wtedy żyje tak samo długo jak on. Te zwierzęta są dla nas bardzo ważne, zazwyczaj służą nam radą, no chyba, że są w szkole. Tak, one też mają swoją szkołę. Tam się bawią i uczą psychologii. Potrafią mówić, ale zazwyczaj ograniczają się do rozmów ze swoim "właścicielem". Właściciel jest połączony ze swoją świnką, ale tylko jednostronnie. Świnka wie o czym myśli czarownik, ale nie na odwrót. Nie wiemy dlaczego tak jest.
Moja Lili to rozetka o rudej sierści. Psoci kiedy tylko się da. Stwierdziłem więc, że czas ją odzyskać.
- Gdzie mogłaby schować się taka świnka morska? - mruknąłem. Myślałem i myślałem, aż w końcu... Wiedziałem co trzeba było zrobić. - Zaklęcie namierzające. - wyszeptałem. Gdybym żył, potrzebowałbym kosmyka sierści Lili. Zaletą mojej śmierci jest to, że mam moce piekielne, co daje mi więcej zaklęć do użycia, nie potrzebując wielu składników. - No to czas na zaklęcia...
Skupiłem się na wyglądanie Lili. Na sierści, na cudownych wspomnieniach z nią...
Już wiedziałem gdzie jest. Byłem głupi, nie myśląc o tym wcześniej.
Bez namysłu skierowałem się do piekła, do Biura Rzeczy Nieodebranych. Jak można by się spodziewać, świeciło tam pustkami, jedynym stworzeniem, które tam przebywało, to był gnom ubrany za sekretarzo-bibliotekarza.
- grhm? - wymruczał na mój widok - grhm?
- Dzień dobry. - powiedziałem najgrzeczniej, jak tylko mogłem.
- Grhm. - usłyszałem tylko w odpowiedzi.
- Nazywam się Mikołaj Pla... - nie skończyłem mówić, a gnom już stamtąd wyszedł. Po chwili wrócił z jakimś wisiorkiem i wymruczał tylko:
- Grhm.
Podał mi ozdobę i pomachał rękoma jakby mnie wyganiał. Te stworzenia mnie przerażają. Są niskie, mają pomarszczoną skórę, spiczaste uszy i nie wymawiają nigdy żadnego słowa w zrozumiałym języku. Nigdy nie wiadomo co rzeczywiście mówią, choć to może nawet lepiej, bo nie zawsze chce się słuchać jakim to się jest matołem.
Wyszedłem z Biura i wróciłem do pokoju w akademiku.
Spoglądałem na wisiorek. Jego zawieszka wyglądała, jak świnka morska. To znaczy, że Lili została zabita. Gdyby umarła z przyczyn naturalnych jej ciało przemieniłoby się w kwiat. Gdy świnka morska jest mordowana, zamienia się w jakiś rodzaj biżuterii.
Biedna Lili. Nie powinna umierać z mojego powodu. Moja śmierć nie powinna pociągać za sobą tyle ofiar. Zacisnąłem dłonie w pięści. Szatan robił wszystko co chciał. Trzeba go było powstrzymać.



***


Karolina i ja biegaliśmy po łące. Rodzice zabrali nas na wspólny spacer. Lili i Taylor, nasze świnki morskie, spokojnie patrzyły na nas, truchtając za nami. Szybko klepnąłem moją siostrę w ramię i krzyknąłem:
- Berek!
Odskoczyłem w drugą stronę. Śmiałem się jak szalony. Biegłem i biegłem, na szczęście jako chłopiec, byłem silniejszy i sprawniejszy w porównaniu do mojej siostry. Lili zaczęła krzyczeć:
- Mikołaj stój!
Jej zwierzęcy głos mnie nie przekonał. Chciałem udowodnić, że jestem bardzo szybki i Karolina nie ma ze mną szans. A potem zrozumiałem dlaczego Lilian krzyczała do mnie. W moją stronę jechał rowerzysta kompletnie nie skupiony na drodze. Lili przyspieszyła, siostra się zatrzymała. Rodzice zaczęli biec w moją stronę, ale nie zdążyliby na czas.
Jak na świnkę morską, ruda była szybka i silna. Dobiegła do mnie i popchnęła na bok (tak, miała wystarczająco dużo siły by to zrobić!) dzięki czemu uniknąłem wypadku i jedyne co mi się stało, to trochę podrapałem ręce.
- Ty głupku! - krzyczała Lili. - Jak mogłeś zachować się tak nieodpowiedzialnie?!
Miała zaledwie 6 lat, a zachowywała się jak dorosła. Byłem zły.
- No co?! Sama niby jesteś lepsza?! 
- Ja nie narażam się na takie niebezpieczeństwo!
- Och, daj spokój! Jedyne co ten rower mógłby mi zrobić to może coś złamać! To gdyby na ciebie jechał, mógłby cię zabić.
- Ale ja jestem gotowa do poświęcenia. A czy ty byłbyś gotów dla kogoś umrzeć?



***



Odczułam ulgę, gdy moi przyjaciele poznali prawdę. Po opowiedzeniu wszystkiego, w moim pokoju nie pozostał nikt. Ustaliliśmy plan działania na akcję ratowania Karoliny.
Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Niewiele się zastanawiając odebrałam połączenie, nawet nie sprawdzając kto dzwonił.
- Halo? - powiedziałam do słuchawki. Głos, który mi odpowiedział, był ostatnim którego się spodziewałam usłyszeć.
- Witaj, Aleksandro. - arystokratyczny akcent mojej matki przyprawił mnie o mdłości. Zacznie mi gadać o jakiś bzdurach, że coś jest z moją nauką nie tak, czy coś w tym stylu. - Mam dla ciebie pewne wieści.
- Czy dzwoniłabyś do mnie z innego powodu? - zapytałam, mając nadzieję, że usłyszała jak wiele nagany włożyłam w te słowa. Co to za matka, co dzwoni do córki, tylko kiedy czegoś chce?
- Jak zwykle pyskujesz. - mruknęła. - Niedługo w twojej szkole odbędzie się bal. Wraz z swoimi przyjaciółmi, będziecie przewiezieni tydzień przed nim do... nie ważne gdzie. W każdym razie wiedz, że musisz spakować wszystkie swoje rzeczy, między innymi suknię balową.
To co ona mówiła, to była jakaś przesada. Po co sprowadzać dzieci arystokracji gdzieś tylko po to, żeby po tygodniu wróciły do szkoły? To nie miało sensu. No dobra, w moim życiu nic nie ma sensu, a jakoś wszystko się dzieje. No ale bez przesady!
- Kiedy będziemy wyjeżdżać? - zapytałam, mając nadzieję, że mój głos brzmi w miarę spokojnie. Skupiłam swoje myśli na tym, że miałam się cieszyć, iż mam suknię balową i nie muszę kupować nowej.
- Jutro. - odpowiedziała jakby nigdy nic.
- Że co proszę?! - krzyknęłam. Bal miał być za tydzień?! To kiedy mielibyśmy przeprowadzić akcję odbicia Karoliny?!
- Nie zachowuj się tak, jakbym ci niszczyła życie. Ciesz się, że pozwoliłam ci się przy nim utrzymywać.
Jak ona w ogóle śmiała tak do mnie mówić?! To się nazywa matka?! "Ciesz się, że pozwoliłam ci się przy nim utrzymywać"?!
- Czy to jest wszystko co chciałaś mi powiedzieć? - odpowiedziałam, zaciskając zęby.
- Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. - rozłączyła się. Po chwili w moim pokoju znalazł się Mike. Dobrze, że zawsze wiedział kiedy się pojawić.
- Słyszałeś wszystko, prawda? - zapytałam wiedząc, że odpowiedz będzie twierdząca.
- Tak. Czyli będzie trzeba zmienić plany?
- Chyba nie mamy innego wyboru.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział XV.

- Nie mogę w to uwierzyć! 
Znowu i znowu. Rozumiem ekscytację Eleonory, ale żeby od razu tak cały czas o tym rozmawiać?!
Lekcja magii zakończyła się interesująco. Wszyscy teraz patrzą na taką mnie czy Eleo, jak na kogoś kto w każdym momencie może przejąć nad nimi kontrolę. Moja matka jeszcze nie chce zejść z tego świata (w każdym razie tak sądzę), więc chyba nie ma sensu tak na mnie patrzeć.
- Wiem, Eleo. - odpowiedziałam już 10 raz z rzędu.
- Oni w ogóle nie dają mi czytać! - jęknęła. - Cały czas gadają o tym, że arystokracja trzyma się tylko ze swoimi. Ej no! To nie nasza wina, że tak nam się trafiło, że się zaprzyjaźniliśmy!
- Nie rozumieją tego. 
- Czego nie rozumieją? - usłyszałam za plecami głos, a potem opatuliły mnie silne ramiona Mike'a. Cieszyłam się, że był przy mnie. Nie obchodziła mnie opinia publiczna, mogli sobie myśleć co chcieli. Przecież nigdy się nie domyślą o moim pochodzeniu!
- Hey. - odwzajemniłam uścisk. - A no wiesz. Nie rozumieją siły przyjaźni i tak dalej. 
- To nie do końca tak. - sprostowała natychmiast Eleonora. - Oni rozumieją siłę przyjaźni, ale uważają, że my jesteśmy przyjaciółmi ze względu na politykę, a nie na to, że jesteśmy tylko ludźmi.
- Ciszej, bo jeszcze usłyszą, że mamy się za kogoś gorszego. - powiedziałam. Nienawidzę w mojej społeczności tego, że uważają się za wyższą rasę. Ludzi nazywają śmiertelnikami, jakbyśmy my byli nieśmiertelni!
- Idiotyzm. - moja przyjaciółka podzielała moją opinię. Pewnie dlatego tak dobrze się dogadywałyśmy. - O, Kenji idzie.
Faktycznie, jej anioł stróż zmierzał w naszym kierunku. Właściwie to prawie biegł. Nadal nie ufał mi, a tym bardziej Mike'owi, demonowi w czystej postaci.
- Cześć Eleonoro. - przywitał się z uśmiechem, ale tylko z nią. Do mnie lekko kiwnął głową, a na Mikołaja nawet nie spojrzał.
- Brakuje nam już tylko Kevina. - odparłam.
- A co się dzieje? - zapytała Eleonora. - Szykuje się o czym nie wiem?
- Można to tak nazwać. - wymamrotałam. Musiałam im w końcu powiedzieć o tym, co się stało z Karoliną. Nie mogłam tego tak długo odkładać. Mike wyczuł natychmiast, że się spięłam, więc zaczął mnie lekko masować po plecach. Jęk rozkoszy wydobył się z moich ust, na co Eleonora zareagowała śmiechem.
- Kto by się spodziewał, widzieć ciebie z demonem? Ja nigdy! - i zaczęła śmiać się głośniej. Coraz więcej twarzy odwracało się w naszą stronę.
- Wiem, gdzie znajdziemy Kevina. - odezwał się Mike. - Chodźmy na plac przed szkołą. 
- Czyżby intuicja? -zapytałam rozbawiona.
- Można tak powiedzieć. A dokładniej mówiąc, słyszałem, jak wychodząc z klasy rozmawiał z chłopakami o tym, że planują połazić po drzewach, bo w końcu jest ładna pogoda.
Cały Kev. Jak trafi kolejny raz ze skręconą kostką do pielęgniarki, to nie ja będę się nim zajmować! Nie tym razem.
Przeszliśmy długim korytarzem. Po drodze Kenji witał się z kilkoma aniołami, a my z Eleonorą rozmawiałyśmy o naszym zadaniu domowym na historię magii. Mike się nie odzywał, po prostu szedł obok mnie. Nasze ręce były splecione, jakby tego całego roku nie było.
W końcu przeszliśmy przez ogromne drzwi. Teraz wszyscy na moim roczniku mieli wolne do końca dnia, ponieważ 16-latkowie mieli testy predyspozycji magicznych, dlatego też nie dziwne było, że zastaliśmy na dworze wiele osób. 
Przeszliśmy kawałek, aż w końcu dostrzegłam Kevina. Stał nieopodal parku, śmiejąc się z jakimiś chłopakami. Odwrócił się w naszą stronę. Dałam mu pewien znak, który ustaliliśmy na początku naszej przyjaźni, oznaczający "musimy porozmawiać". Natychmiast zrozumiał. Przeprosił kolegów i podszedł do nas. 
- O co chodzi? - zapytał zaniepokojony.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię. - odpowiedziałam szybko. - Musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie nikt nas nie usłyszy.
- Masz teraz pusty pokój, prawda?
- Oczywiście. Jest w specjalnym skrzydle, ponieważ tak załatwiła matka Karoliny.
- To świetnie. Chodźmy tam.
Kurczę. O tym nie pomyślałam. Miałam tam bajzel, jak żadna dziewczyna nie mogłaby mieć. Spojrzałam błagalnie na Mike'a. Domyślił się o co chodzi. Tak żeby nikt nie zauważył, użył swoich piekielnych mocy. Powinno to załatwić sprawę.
- Dobrze.
I poszliśmy. Nasza cała grupka, 5 osób: Kenji, Mike, Kevin, Eleonora i ja. Musiało to wyglądać to dość nietypowo. Pospieszyliśmy do mojego pokoju, który był oczywiście w idealnym porządku. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością do Mike'a.
- No to teraz wyjaśnij nam, po co to dziwne zebranie. - zapytał Kev.
- Mogę ja zacząć? - zapytała Eleonora. Przytaknęliśmy. - Nie wiem, czy już o tym wiecie, ale pewnie nie. Szykuje się coś dziwnego. W naszej szkole ma pojawić się cała arystokracja.
- A skąd to wiesz? - zdziwiłam się.
- Ja... tak jakby to widziałam. A jak zapytałam się o to mamy, to potwierdziła, ale była zdziwiona, że to wiem, ponieważ dopiero to na obradach zaakceptowano.
- To dziwne... A wiesz jakie są intencje?
- Podobno jakieś nadzwyczajne wydarzenia. Nie wiem do końca o co chodzi, ale nie zapowiada się na nic dobrego.
- A jak ma to wyglądać? Jakiś wielki apel?
- Z tego co widziałam w mojej wizji, jeśli można to tak nazwać, będzie coś na wzór balu, ponieważ wszyscy byli w garniturach albo sukniach.
- Och... 
Nie, tego się nie spodziewałam. Jak ja miałam im powiedzieć o Karolinie?
- Ola, ty też chciałaś nam coś powiedzieć prawda? - zapytał Kevin tak samo zaskoczony relacją Eleonory, jak ja.
Spojrzałam na Mike'a. Wiedział, że jest to dla mnie trudne. 
Siedzieliśmy w kręgu, więc każdy mnie widział. Musiałam mieć bardzo przerażony wyraz twarzy, ponieważ patrzyli na mnie z troską.
- Chodzi o Karolinę, prawda? - zapytała cicho Eleonora.
- Tak, właśnie o nią. - wykrztusiłam.
- Co się z nią stało?
Powiedziałam im. Opowiedziałam im co wydarzyło się w moim mieście rodzinnym, jak zniknęła. O tym, że podejrzewamy, że trafiła do piekła, gdzie trzymają ją demony szatana.
- On ci to wszystko zasugerował? - zapytał Kevin wskazując na Mike'a palcem.
- Ona jest dzieckiem szatana nie widzicie tego?! - bardziej wykrzyczał niż zapytał Kenji. Wydało się. Moi przyjaciele poznali prawdę o mnie.
Eleonora i Kevin spojrzeli na mnie spode łba. 
- Tak. To prawda. - wyszeptałam.
- Super! - powiedział Kevin. Jemu się to podobało?! - Wiedziałem, że kiedyś dowiem się o tobie czegoś ciekawego! 
- Proszę, nie mówcie tego nikomu.
- Nie mam zamiaru. Przyjaźń rzecz święta, a co święte złamane być nie może.
Jego tekst był bardzo wzruszający. Przytuliliśmy się, jak za dawnych dobrych czasów.
- Ja też nie mam zamiaru nic nikomu mówić. - powiedziała Eleonora. - W końcu na sekretach buduje się przyjaźń. 
Z nią również się przytuliłam. Cieszyłam się, że w końcu się dowiedzieli.
- Ale teraz, opowiedz mi wszystko od początku, jak to się stało, że ten demon pojawił się w naszej szkole i kiedy dowiedziałaś się o swoim pochodzeniu. Nie wierzę, żeby wszystko działo się przypadkiem.
Miała rację. W naszym świecie nie ma przypadków. Są tylko działania nieba i piekła. No więc, skoro i tak nie miałam już nic do ukrycia, powiedziałam im. Wszystko co chcieli wiedzieć, zostało wyjawione.


_____________________________
Jeśli moje opowiadanie Ci się podoba, skomentuj rozdział, polajkuj stronę na facebooku , zaobserwuj blog. Oczywiście nie zmuszam ;) Jeśli uważacie, że opowiadanie jest godne polecenia, piszcie znajomym, rodzinie komukolwiek, że polecacie. Im większe grono czytelników, tym więcej komentarzy, a im ich więcej, tym większa motywacja do pisania więcej! Mam nadzieję, że mogę na was liczyć!
Wszystkim uczniom trzecich klas gimnazjum, którzy czytają moje opowiadanie, życzę powodzenia na najbliższym egzaminie gimnazjalnym. Trzymam za was kciuki! :D

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział XIV.

- Czarowników nie da się tak łatwo zabić, jak ludzi. - kontynuowała temat profesor Nolan, nauczycielka magii. - Człowiek jest delikatny, słaby. Nas nie zabije byle sztylet wbity w serce. Kula pistoletu może nas zranić, ale nie zabić. Zawdzięczamy to naszym zdolnością magicznym. Oczywiście proszę nie próbować strzelać do siebie, ponieważ kilka kulek w łeb może was uśmiercić albo co najmniej okaleczyć. - zwróciła tę uwagę, gdy wielu moich kolegów z klasy zaczęło robić pistolety z palców i udawać, że strzelają do siebie. Żenujące. - Niestety, jak każde stworzenie na ziemi, jest sposób, żebyśmy umarli na miejscu.
Cała klasa wzięła wdech. Nawet ja. Na indywidualnych zajęciach nie omawia się ze mną takich tematów.
- Zapewne kojarzycie swoje znamiona, które znajdują się na waszych karkach.
Wszyscy potaknęliśmy. Nigdy nie sądziłam, że będzie to komentowane na lekcjach. Nasze znamię, widoczne tylko dla stworzeń magicznych, wygląda jak kropla. Jest to tylko obramówka, bez żadnego wypełnienia. Nie to co u dorosłych. Wielu z nich ma różne kolory, czerwień, zieleń, pomarańcz, róż, błękit. Raz nawet widziałam biel. Moja matka, ma błękitne.
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego tak się różnimy od dorosłych. Ta lekcja była szansą, podczas której mogłam dowiedzieć się, co tak naprawdę nas różni.
- Jeśli uderzy się maga sztyletem prosto w znamię, umieramy. Nasze ciało zamienia się w obłok dymu. Czasami zostaje po nas proch.
- Dlaczego dorośli mają inne znamiona niż my? - cieszyłam się, że to nie ja zadałam pytanie. Osobą, która to zrobiła, był Kuba Miszczuk, chłopak z którym przyjaźni się Kevin. Można się było tego po nim spodziewać.
- Panie Miszczuk, proszę podnosić rękę, jeśli chce się pan o coś zapytać. - profesor Nolan zwróciła uwagę Kubie. - A co do pańskiego pytania - właśnie miałam o tym mówić, zanim mi raczył pan przerwać.
- Przepraszam. - wymamrotał pod nosem.
- A więc - zazwyczaj w czasie ujawnienia się mocy magicznych, znamię przybiera już jedną z określonych barw. Każda z nich oznacza specjalizację, nad którą będziecie pracować. Jeśli znamię robi się wewnątrz zielone, oznacza to, że ta osoba jest Weisium. Weisium lubuje się w eliksirach. Receptury nie są im obce, jak i ich produkcja. Zazwyczaj w przyszłości zajmują się wyrobem leków, jak i różnych alkoholi.
W klasie rozległy się chichoty. Dobrze, że jeszcze nikomu znamię się nie zabarwiło.
- Jeśli znamię robi się od wewnątrz pomarańczowe, osoba ta jest Keisium. Myślę, że ci z was, którzy często lądują w szpitalach czarodziejów albo u szkolnej pielęgniarki zauważyli, że znamię osób tego rodzaju jest w tym kolorze. Ich specjalizacją jest leczenie. Niestety zabiera im to sporo energii, dlatego też używają magii do takich celów tylko w dramatycznych przypadkach, najczęściej śmiertelnych.
To oznaczało, że nikt nie chciał mnie uzdrawiać, kiedy dostałam dawkę wody święconej. Miło.
- Kolejny kolor, jaki może przybrać znamię to róż. Ten kolor przybiera znamię Drelium. Są oni odpowiedzialni za produkcję przedmiotów. Są doskonałymi kowalami, piekarzami, technikami... Można by wiele wymieniać.
Czekałam, na wytłumaczenie znaczenia koloru czerwonego. Miałam przeczucie, że będzie to dla mnie kluczowa informacja. Jako dziecko szatana, nie mogę olewać intuicji. Może ona mnie uratować.
- Znamię koloru czerwonego oznacza Weilium. Są znakomitymi wojownikami. Walczą równie dobrze magią, jak i narzędziami śmiertelników. Zazwyczaj stawia się ich na stanowisko ochroniarzy.
Wojownicy. Czerwień. Mikołaj bardzo dobrze walczył. Czy to znaczy, że Mike miał być Weilium?
- Jeśli znamię jest błękitne, oznacza to, że osoba jest sedium. Jest ich niewielu. Panują nad wszystkimi żywiołami.
Moja matka panowała nad wszystkimi żywiołami. Super.
- I została nam jeszcze jedna specjalizacja. Jest bardzo rzadka. I niebezpieczna. Ludzie ci są widzący... inaczej. Mam na myśli to, że są ślepi. Nazywamy ich Medium. Ich znamiona są białe w środku. Choć nie widzą nic oczami, za pomocą czucia, słuchu, węchu czy smaku, są w stanie wiedzieć co się dzieje w jakimkolwiek miejscu na ziemi. Ich moc polega na tym, że są w stanie przewidywać przyszłość. Są oni doradcami rodzin królewskich.
Ach... no tak. Zapomniałam o tym wspomnieć. Ups. Nasze społeczeństwo posiada swoje rodziny królewskie. Nie wybieramy jednego króla, ponieważ mogłoby to spowodować różne zamachy. Dlatego też, każda rodzina królewska wybiera godnego reprezentanta, który jest nazywany arcyksięciem lub księżną. Jeśli rodzina ma niewielu członków, zostaje wybrany ten, który jest najstarszy. No chyba, że nie jest w stanie pełnić stanowiska.
Jestem księżniczką Aleksandrą. Nikt nie używa wobec mnie tego tytułu, ponieważ wiedzą jak mnie drażni. Moja matka jest księżną. Oczywiście znają ją wszyscy, ale przy mnie udają, że nie ma między nami pokrewieństwa.
- O rodzinach królewskich pewnie już wiele wiecie, ale tylko przypomnę wam kilka informacji - przerwała moje rozmyślania profesor Nolan. - W skład rodzin królewskich wchodzą rodziny: Matysiaków - ukradkiem spojrzała na Eleonorę. Jej ciotka reprezentowała ich rodzinę. Wszyscy jednak podejrzewali, że następną osobą, która przejmie tytuł księżnej, była właśnie Eleonora. - Jabłońskich - tym razem jej spojrzenie spoczęło na Kevinie. On też należał do tej głupiej mieszanki. Jego dziadek zajmował stanowisko arcyksięcia. Ich relacja była dobra, co rzadko zdarzało się między kimś wysokiej rangi a księciem. - Miszczuków. - spojrzała na Kubę. Po nim kompletnie nie było widać jakiegoś zachowania arystokraty. Nie można by mu się dziwić, ponieważ stanowisko księżnej pełni jego daleka ciotka. Nigdy jej nie poznał. - Milińskich. - na sali nie było nikogo o tym nazwisku. Wszyscy jednak doskonale znali Eryka Milińskiego, nałogowego imprezowicza i podbijacza szkolnych serc. Nigdy więcej nie pójdę na imprezę zorganizowaną przez niego. Nie po tym jak do basenu dolano wody święconej. - von Plata - szukała wzrokiem Karoliny, której w sali nie było. Szybko przestała szukać i kontynuowała. - I Barwińskich. - jej wzrok spoczął na dłuższą chwilę na mnie. Nie lubiłam, gdy ktoś mi się przypatrywał. To tak, jakby za pomocą tego był w stanie wwiercić mi się w duszę. - Każdy arcyksiążę jak i księżna, jest wybierany raz na 10 lat, chyba że będzie konieczne przyspieszyć wybory z powodu jakiegoś nadzwyczajnego wypadku.
Rozległ się dzwonek. Lekcja się skończyła. W powietrzu nadal wisiała groza wypowiedzianych przez nią słów.

_________________________________

Proszę kochani, komentujcie! TO NAPRAWDĘ POMAGA! Bo przecież, gdyby nie czytelnicy, to żadna książka by nie powstała. Przypominam także o stronie na facebooku. Niektórzy nie zauważają paska bocznego, na którym jest umieszczony link, dlatego też podaję go również tutaj.