Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Novae Res. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 września 2019

„Wczorajsza róża” - recenzja #81


Autor: Daria Rajda

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery:
19 września 2018 roku

Liczba stron: 310

Kategoria:
literatura obyczajowa, romans

Moja ocena: 8/10










sobota, 22 września 2018

„Płatki wspomnień” – recenzja #63

Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 30 sierpnia 2018 roku
Liczba stron: 558
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 10/10














środa, 15 sierpnia 2018

„Przepowiednia Reinkaanyiuki. Więź Płomienia” – recenzja #54

Autor: Kalina Bobras

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery: 14 marca 2018 roku

Ilość stron: 460

Kategoria: fantasy

Moja ocena: 5/10












czwartek, 9 sierpnia 2018

Augusta Docher vel Beata Majewska - jak pisze? co szykuje? /wywiad

Cześć kochani!


Dzisiaj mam dla Was coś wyjątkowego. Wywiad z wyjątkową osobą. Wywiad z osobą, od której książek zaczęłam współprace recenzenckie i nabrałam tyle odwagi, by zacząć sama pisać do blogerów, autorów czy wydawców. Augusta Docher znana też jako Beata Majewska na ten moment wydała już 12 książek, kolejne 2 czekają na swoje premiery. Jak to się wszystko odbywa?

Jak możecie o niej przeczytać na lubimyczytać i w jej książkach, autorka to:
"Mama, żona, córka i siostra.
Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka.
Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman.
Polka, Ślązaczka.
Tradycjonalistka modyfikowana.
Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości."



sobota, 4 sierpnia 2018

Mój najbardziej zaczytany miesiąc 2018 roku!

Cześć kochani!

Lipiec był dla mnie miesiącem pełnym wrażeń. Zaczynając od tego, że miałam wreszcie czas na czytanie, bo odcięłam się od ludzi na jakiś czas, kończąc na tym, że przekroczyłam tę niezwykłą barierę, jaka stoi między nieletnimi, a osobami po ukończeniu 18stego roku życia. Teraz nadszedł sierpień i nie zamierzam zaprzepaścić takiego świetnego czytelniczego rezultatu lipca, a przy okazji szykuję dla Was wiele różnych wpisów, które mam nadzieję, że Was zainteresują. Ale na razie powspominajmy jeszcze lipiec, a konkretnie - poznajcie pozycje, które w tym miesiącu przeczytałam! ;)

na zdjęciu nie ma wszystkich przeczytanych pozycji

niedziela, 29 kwietnia 2018

Pełny cudowności maj 2018!

Cześć kochani!

Ach, ten maj! Zapowiada się tyle cudowności! Warszawskie Targi Książki, Pyrkon... No i najważniejsze - wiele wspaniałych premier! Na grafice możecie zobaczyć większość z nich ;) A o czym będą te wszystkie historie? Koniecznie zapoznajcie się z informacjami poniżej! ;)


piątek, 30 marca 2018

„Za głosem serca” - recenzja #40

Autor: Monika Gut-Bartosiak

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery: 

05 września 2017 roku

Ilość stron: 289

Kategoria:  literatura obyczajowa

Moja ocena: 7/10




czwartek, 22 czerwca 2017

„Aremil Iluzjonistów. Wschodnie Rubieże”; recenzja #25

Autor: Alicja Makowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 29 kwietnia 2015 roku
Ilość stron: 426
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 9/10













Jeżeli myślisz, że iluzjonistą jest osoba pokazująca sztuczki przy pomocy kart, to szybko o tym zapomnij, bo to czas byś sięgnął po „Aremil Iluzjonistów. Wschodnie Rubieże” Alicji Makowskiej!
Ellen Incerno i Yaxiel Nastemoon są iluzjonistami klasy pierwszej i dobrymi przyjaciółmi. Bohaterowie czują, że muszą znaleźć i postawić przed sądem swoją przyjaciółkę, Luv, która rok wcześniej zabiła dwóch pobratymców na misji w Aremil Cov.
Pogodzenie się ze zniknięciem przyjaciółki jest dla nich niezwykle trudne, zwłaszcza ze względu na okoliczności w jakich do niego doszło. Luv zaczęła pracować dla tyrana, który werbuje iluzjonistów i z ich pomocą przejmuje terytoria wschodnie. Chcąc poznać przyczyny zdrady przyjaciółki, Ellen i Yaxiel wyruszają na misję do państwa sojuszu, gdzie tamtejszy lider zrobi wszystko, by uciszyć zamieszki, nie dając przyjaciołom szans na szukanie odpowiedzi o Luv.
Misja może niekorzystnie wpłynąć na relację z klanem Ellen. Choć może ona działać dla kraju w czasie pokoju, to przywódca w każdej chwili ma prawo zakazać jej takiej działalności. Dziewczyna staje przed trudnym wyborem: wspomóc państwo i prawdopodobnie dowiedzieć się czegoś o Luv lub zostać z klanem, zająć się nauczaniem przyszłych iluzjonistów i zapomnieć o kuzynce.
Misja jest ważna również dla Yaxiela - poznanie prawdy o przyjaciółce jest dla niego ważne, ale priorytetem staje się kwestia jego byłej nauczycielki (dzięki której ten wspiął się na wysoki poziom kreowania iluzji), która zniknęła w niecodziennych okolicznościach. Czy Yaxielowi uda się pogodzić ratowanie nauczycielki z poznaniem prawdy o Luv?

Na jaką misję wyruszą przyjaciele?
Dlaczego Luv zdradziła Atermię?
Co się wydarzyło w Aremil Cov?
Czego dowiedzą się o sobie Ellen i Yaxiel?
Jakie relacje z członkami klanu będzie miała Ellen po misji?

„Aremil Iluzjonistów. Wschodnie Rubieże” to napisana niesamowitym stylem powieść, która w każdej wolnej chwili przywoływała mnie do siebie. Dzięki Alicji Makowskiej w stresujące dni mogłam oderwać się od problemów i wraz z Ellen i Yaxielem odkrywać tajemnicę Luv.
Historia iluzjonistów jest magiczna, wciąga czytelnika już na pierwszych stronach i trzyma go w napięciu aż do ostatniej kartki. Każdym kolejnym rozdziałem, autorka wprowadza nowe wątki, które na koniec dają uczucie pustki, zapewniają kaca książkowego i niedosyt iluzjonistów.
W powieści występuje duże zróżnicowanie wątków – przyjaźń Yaxiela, Ellen i Luv, zdradę Luv, młodzieńczą miłość mistrza Minaro, wojnę na wschodzie, konflikt w rodzinie i wiele innych. Zapewniło to dynamikę powieści oraz dało mi wiele do myślenia, przez co musiałam co jakiś czas przestać czytać, by zastanowić się nad tym, co już wiem.
Bardzo polubiłam postać Yaxiela, który mimo ciężkiej przeszłości wspiął się na szczyt swoimi umiejętnościami. Jego zdolności dedukcji pozazdrościłby nawet znany wszystkich Sherlock Holmes – Yaxiel nawet z najmniejszej błahostki umiał zrobić poszlakę, dzięki której bez problemu rozwiązywał każdy problem i odnajdywał rozwiązanie nawet dla najtrudniejszej sytuacji.
Alicja Makowska miała świetny pomysł i dobrze go wykorzystała, pisząc tę powieść. Iluzjoniści wreszcie przestali być oszustami – stali się bohaterami, obrońcami ludzi. Ich moce dają im niesamowite możliwości, którymi nie pogardziłby żaden ze znanych nam magów z innych powieści fantastycznych.
Moim zdaniem warto sięgnąć po tę pozycję, gdyż jest pełna akcji, emocji oraz spełni oczekiwania każdego czytelnika. Wkrocz w ten niesamowity świat i przekonaj się, jak potoczą się losy bohaterów! Może i ty staniesz się iluzjonistą?

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję autorce, Alicji Makowskiej <3

czwartek, 4 maja 2017

"Klątwa Przeznaczenia", recenzja #22


Autorzy: Monika Magoska-Suchar i Sylwia Dubielecka

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery: 8 marca 2017 roku

Ilość stron: 812

Kategoria: fantasy

Moja ocena: 9/10



















„Klątwa Przeznaczenia” to niesamowita powieść pełna magii, napięcia i niespodziewanych zwrotów akcji.
Arienne została zmuszona do ucieczki. Niebezpieczeństwo, w jakim się znalazła, sprawiło, że zaufała swojemu Przeznaczeniu, które popchnęło ją ku Ravillonowi. Miejsce to rządzone było twardą męską ręką, przez co kobietom szczególnie trudno było tam żyć. Jako kobieta, Arienne musiała pogodzić się z ubliżaniem jej, do którego nie przywykła.
W Ravillonie na dziewczynę czekało Przeznaczenie – tak przynajmniej sobie wmawiała, bo inaczej nie byłaby w stanie zostać tam ani chwili dłużej. Trudne zadanie, jakim obarczył ją Los stało się mniej przyjemnym, gdy Arienne dowiedziała się, jak wiele musiała dla niego poświęcić.
Młoda czarodziejka, zaglądając do Przeznaczenia, zawsze widziała w nim lwa. Gdy poznała mężczyznę, noszącego symbol Lwa zaczęła się zastanawiać, czy to z nim związane jest jej Przeznaczenie i w jaki sposób miałby on wpłynąć na jej życie. Pewne okoliczności sprawiły, że dziewczyna straciła wiarę, w swoją nieomylność, związaną z odczytaniem Przeznaczenia. Odpowiedź na męczące ją pytania, okazała się być zaskakująca...
Severo jest jednym ze Związkowców. Jako jeden z niewielu kierował się zasadami Starego Porządku. Przybycie Arienne do Ravillonu sprawiło, że zaczął mieć wątpliwości, aż w końcu zdecydował się przygarnąć swoją pierwszą Milady.


Co zostało przeznaczone Arienne?
Jaki wpływ na Severa może mieć młoda czarodziejka?
Jakiego zadania musiała się podjąć bohaterka?
Czy dziewczynie uda się zaakceptować warunki panujące w Czarnej Twierdzy?
Przed czym ucieka Arienne?


„Klątwa Przeznaczenia” sprawiła, że nie mogłam spać w nocy, gdyż ciągle zamartwiałam się nad dalszym losem głównej bohaterki. Powieść zafascynowała mnie już na pierwszych stronach i od samego początku niespokojnie czekałam na kolejne przygody bohaterów.
Tekst przybrał dość ciekawą formę – w powieści nie ma podziału na rozdziały. Przerywniki, które się pojawiają, oznaczają zmianę miejsca lub czasu. Poza tym nic nie przerywa tekstu, nawet jeżeli dochodzi do zmiany perspektywy. Może to trochę utrudniać osobom, które z różnych przyczyn muszą robić przerwy w czytaniu.
Książka już samą okładką przyciąga wzrok. Wygląda ona bardzo tajemniczo, co sprawia, że jak najszybciej chce się poznać jej znaczenie i powód, dla którego akurat ona została dobrana do powieści.
Sięgając po tę powieść wiedziałam, że jest tam wiele wulgarnych sformułowań i scen dla starszych czytelników. Decydując się na tę książkę, warto zastanowić się, czy na pewno nie przeszkadzają nam one, gdyż w „Klątwie Przeznaczenia” jest ich sporo.
Historia przenosi czytelnika w niesamowite miejsce. W Czarnej Twierdzy kobiety nie mają żadnych praw, a co jeszcze dziwniejsze – nie utworzyły się tam żadne ruchy feministyczne, choć ewidentnie właśnie tego kobietom było trzeba.
Bardzo ciekawymi postaciami były Milady – większość z nich była uległa wobec swoich Mistrzów, a jednak nosiły się dumnie, gdy miały styczność z innymi. Kobiety te zawsze były pewnie, że ich mężczyźni zawsze im ulegną, ale jak tylko widziały, że inna Milady ma lepiej niż druga, od razu krytykowała i wyśmiewała ją z błahego powodu.
Warto zapoznać się z treścią powieści, gdyż jest to coś nowego, ciekawego i trzymającego w napięciu. Z tego rodzaju fantastyką do tej pory jeszcze się nie spotkałam i nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z twórczością Moniki Magoskiej-Suchar i Sylwii Dubieleckiej. Myślę, że każdy czytelnik będzie zadowolony po zapoznaniu się z „Klątwą Przeznaczenia”.


Recenzja została napisana dla portalu szczecinczyta.pl

czwartek, 20 kwietnia 2017

„Tajemnica morza Egnero” - recenzja #20


Autor:Paulina Koniuk

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery: 25 marca 2015 roku

Ilość stron: 432

Kategoria: fantasy

Moja ocena:8/10

















„Tajemnica morza Egnero” to trzeci tom pełnej magii serii autorstwa Pauliny Koniuk.
To był deszczowy dzień i akurat wtedy mama Cyrajli spóźniła się, przez co dziewczyna zmokła, czekając na jej przyjazd. Gdy wreszcie mokra i wściekła weszła do samochodu znowu czekała ją niemiła niespodzianka.
Gdy Cyrajla trafiła do starego sklepu z antykami, była w stanie zrobić tylko to, co zawsze szło jej najlepiej – ukraść coś. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że przedmiot ten był magiczny.
Nastolatka nie mogła sądzić, że niesamowity złoty przedmiot zabierze ją do Agwatronu – krainy, w której znane nam mity są rzeczywistością. Skąd też miała wiedzieć, że pozna tam Eweeze, Mormoda czy Lorda Artana?
Gdy dziewczyna pojawiła się na morzu Egnero nie wiedziała o niezwykłym zadaniu, jakie przypisał jej los. Wraz z Eweeze, Mormodem i Lordem Artanem czekała ją ciężka podróż, którą przetrwać mogli tylko najwytrzymalsi.

Jakie zadania wytyczył głównym bohaterom los?
Jak podróż mogła wpłynąć na bohaterów?
Co Mormod ukrywa przed przyjaciółkami?
Czego władza nie mówi mieszkańcom Agwatronu?

W trakcie czytania, powieść wzbudzała we mnie wiele sprzecznych emocji, przez co niejeden raz miałam ochotę rzucić nią o podłogę. Na szczęście za każdym razem byłam zbyt ciekawa następstw, by uszkodzić w jakikolwiek sposób książkę.
Ciekawe w całej serii jest to, że każdy z tomów można czytać niezależnie od tego, w jakiej kolejności były pisane. Choć niektóre wątki są przypominane, to i tak nie wpływają one na spojrzenie czytelnika na historię.
Nie da się ukryć, że każdy z kolejnych tomów jest pisany coraz lepszym stylem. Pierwszy tom autorka pisała w wieku 14 lat, co trochę odbiło się na sposobie pisania. Wraz z wiekiem i przybywającym doświadczeniem udało jej się uzyskać wspaniały efekt – w kolejnych częściach odczuwamy, że wypowiedzi są tworzone coraz dojrzalej i są lepiej przemyślane.
W trzecim tomie intrygującą postacią była dla mnie Eweeze. Była uprzejma, spokojna i pomocna, ale także stanowcza, uparta oraz nieustępliwie dążyła do wyznaczonego celu. Wielokrotnie czułam się, jakbym to ja stała obok Cyrajli i ją upominała, dzięki czemu znacznie przyjemniej czytało mi się powieść.
Podziwiam autorkę za przygotowanie się do pisania trzeciego tomu „Dziedzictwa Agwatronu”. Powieść ta wymagała od niej zaznajomienia się ze słownictwem używanym na statku, co wcale nie jest łatwe, jeżeli z okrętami ma się niewiele wspólnego.
Moim zdaniem trzeci tom jest najciekawiej napisany pod względem stylistycznym. Bohaterowie są znacznie lepiej opisani, niż Ci we wcześniejszych tomach, a sama historia mocno się wyróżnia pośród pozostałych części serii. Przyznam jednak, że zabawniejsza była treść „Sztyletu Krwistej Władczyni”, choć to w moim przypadku może mieć związek z tym, że tam znacznie więcej działo się na Ziemi.
Moim zdaniem warto zapoznać się z serią, gdyż opowiada o niezwykle urokliwym miejscu, wzbudza wiele emocji oraz pobudza wyobraźnię. Czytając trzeci tom, każdy czytelnik przeniesie się na statek płynący po niesamowitych i niebezpiecznych wodach morza Egnero!

Recenzja została napisana dla portalu szczecinczyta.pl

wtorek, 18 kwietnia 2017

„Sztylet Krwistej Władczyni” - recenzja #19

Autor: Paulina Koniuk
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 15 kwietnia 2011 roku
Ilość stron: 410
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 7/10















„Sztylet Krwistej Władczyni” to magiczna kontynuacja „Dziedzictwa Agwatronu” Pauliny Koniuk.
Dianę wystawiono na ciężką próbę. Gdy jej matka powiedziała o przeprowadzce, dziewczyna nie była zachwycona. Nastolatka, widząc swój nowy dom utwierdziła się w przekonaniu, że to nie jest dobry pomysł. Z tego też powodu zawarła z matką umowę – jeżeli po miesiącu mieszkania w tym domu, Dianie nadal nie będzie się podobało, to wrócą do starego mieszkania.
Nastolatka już pierwszej nocy nie była w stanie spać. Ze strychu dobiegały dziwne jęki, a gdy szła po korytarzu to kroczył za nią cień nieznanej istoty. Gdy dziewczyna zachęcona przez sąsiada, zdecydowała się wejść na strych by poznać odpowiedź na nurtujące ją pytanie, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Na strychu Diana znalazła lustro, w którego odbiciu widziała dziewczynę, która na pierwszy rzut oka nią była, ale okazała się być tylko bardzo podobną – różniły je sposób uczesania oraz to, że druga miała czerwone ślepia i wystające kły. Gdy ze zwierciadła wyszła niemal identyczna nastolatka, Diana zrozumiała, że nie wszystko da się logicznie wytłumaczyć.
Wampirzyca Lyra wraz z Dianą doszły do jednego wniosku – są bliźniaczkami. Dziewczęta podniecone sytuacją zdecydowały się zamienić ciałami, by poznać nieznanego rodzica. Nie spodziewały się, że życie w innym świecie może wiązać się z wieloma niebezpieczeństwami.
Niebezpieczeństwo nie kryło się tylko w odmiennych zwyczajach danego świata. Na barkach dziewcząt spoczęło bardzo trudne zadanie uratowania obu światów, a wszystko z powodu sztyletu krwistej władczyni...

Jakie niebezpieczeństwa czyhają na Dianę i Lyrę?
Jakim cudem człowiek i wampirzyca mogą być bliźniaczkami?
Czy dziewczynom uda się uratować oba światy?

Powieść czytałam od razu po zakończeniu czytania pierwszego tomu, więc na początku zaskoczyła mnie i zdekoncentrowała nagła zmiana postaci, uznawanych tam za główne. Damsko-męską parę (Emmę i Dymitra) zastąpiona siostrami bliźniaczkami. W pierwszym tomie głównym motywem był powrót do domu, a w drugim – chęć poznania drugiego rodzica.
Ciekawą postacią była Diana. Dziewczynę charakteryzowało typowe myślenie ścisłowca – myślenie logiczne związane z matematyką nie stanowiło dla niej problemu, a magię próbowała sobie tłumaczyć jako różne zjawiska fizyczne. Gdy trafiła do Agwatronu zaczęła się otwierać na trudne do zrozumienia fenomeny, aż w końcu dotarło do niej, iż magia jest po prostu magią – nie ma żadnego schematu, który wytłumaczyłby jej działanie. Agwatron ją zmieniał, co wyraźnie odczuwa się, czytając książkę.
Intrygującymi postaciami były czarne charaktery – miały określoną przeszłość, a ich pobudki do skłaniania się ku złu były dokładnie objaśnione. Rozumiejąc ich motywu nie byłam w stanie całkowicie ich nie lubić, a nawet zaczęłam im współczuć.
Książka pokazuje, że nie ważne, w jakim wieku jest autor, gdy ją pisał – ważne jest jak wczuł się w historię. Paulina Koniuk była bardzo młoda, gdy zaczęła swoją przygodę z pisaniem, a mimo to naprawdę dobrze jej to wyszło.
Polecam zapoznać się z serią, gdyż historia w niej opisywana niejednokrotnie rozbawi czytelnika, a jej wspaniały świat pomoże oderwać się choć na chwilę od trosk życia codziennego.

Recenzja została napisana dla portalu szczecinczyta.pl

______________________________________________________
PYTANIE: Czy macie do mnie jakieś pytania? Blog ostatnio cały czas przechodzi metamorfozy, dlatego, jeżeli coś Was intryguje to piszcie pytania, a jak będzie ich dużo, to zrobię małe Q&A, żeby wszystko wyjaśnić! 
Pozdrawiam!

środa, 29 marca 2017

Przypadek czy przeznaczenie? "Dziedzictwo Agwatronu" - recenzja


Autor: Paulina Koniuk
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 19 grudnia 2010 r.
Ilość stron: 252
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 6/10










Czy w życiu rzeczywiście jest miejsce na przypadek?
Życie Emmy wydawało się być normalne. Miała rodzinę, przyjaciół, marzenia. Jednak dziewczyna od zawsze czuła, że nie jest tam, gdzie być powinna.
Pewnego dnia w jej życiu pojawia się nietoperz, który na jej oczach złamał skrzydło. Współczująca piętnastolatka nie mogła być obojętna wobec krzywdy zwierzęcia i wzięła je do domu, by pomóc mu się uleczyć.
Gdy dziewczyna kładzie się do łóżka, nietoperz budzi się, by przybrać swoją właściwą postać. Stworzenie okazuje się być wampirem, który przybył z innego wymiaru na polowanie. Zasady jego świata nie pozwalają mu pożywić się Emmą, więc decyduje się wrócić do domu. Gdy otwiera portal do swojego wymiaru, nie zauważa, budzącej się dziewczyny, która podąża za nim do Agwatronu.
W nieznanej Emmie krainie, zwanej Agwatronem, dziewczyna musi zaakceptować istnienie magicznych stworzeń, jakimi są wampiry, trolle, a także mroczniejsze wcielenia syren. Gdy Emma poznaje poznaje tragedię, jaka spotkała krainę 500 lat wcześniej, nastolatka jeszcze nie wie, że wytłumaczenie zagadki związanej z przedziwną historią jest bliżej niż ktokolwiek mógł sądzić.

Jakie przygody spotkają Emmę w Agwatronie?
Co połączy dziewczynę z wampirem?
Jak magiczne stworzenia zareagują na człowieka w swojej krainie?
Jaka prawda wyjdzie na jaw?

Czytając powieść, znalazłam się innym świecie, pełnym niezwykłych, magicznych stworzeń. Powieść zaskakiwała mnie na każdej stronie oraz wielokrotnie wywołała u mnie falę śmiechu.
Moim zdaniem najciekawszą postacią jest Dymitr, wampir przez którego zaczęła się historia Emmy. Wobec dziewczyny jest on czuły, delikatny i wrażliwy, a wobec swoich przyjaciół staje się sarkastyczny i dowcipny. Swoich wrogów i stworzenia zagrażające życiu Emmy traktuje agresywnie, bezwzględnie i bez kontroli atakuje ich słownie lub fizycznie. Jego zmienne uczucia i zachowania jasno wskazywały mi, jako czytelnikowi, jaki stosunek do danego stworzenia miał Dymitr.
Główna bohaterka była dla mnie niezwykle irytująca. Pomijając jej nielogiczny sposób myślenia (z jednej strony twierdziła, że chłopcy są okropni i nie warto się do nich zbliżać, a z drugiej – jej zdaniem każda dziewczyna powinna mieć chłopaka), fakt, że nie umiała połączyć kluczowych informacji i wyciągnąć z nich odpowiednich wniosków, sprawiał, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.
Powieść swoją historią zachęca do kontynuowania czytania serii, wzbudza w czytelniku chęć poznania więcej. Młodszych czytelników na pewno zaciekawi swoją treścią, a starszym przypomni czasy, gdy sami mieli po 15 lat.
Uważam, że warto sięgnąć po tę książkę, ponieważ jest intrygująca i zabawna, a także dlatego, że takiej polskiej fantastyki jest niewiele. Może więc warto zapoznać się z powieścią, po której przeczytaniu patrzy się na każdego nietoperza, jakby za chwilę miał się przemienić w wampira?

Recenzja została napisana dla portalu szczecinczyta.pl